I znowu kontrowersyjne tematy!

Ostatnie dni wypełnione do granic możliwości, a czas mało elastyczny…
Piękna pogoda, która mogła być zalążkiem fantastycznych przeżyć,
zmarnowana na zajęcia prozaiczne, nielubiane, ale jednak konieczne.

W natłoku spraw do załatwienia i obowiązków nie do olania, pewne
zdarzenia jednak nie umknęły mojej uwadze…

***

Pani Pawłowicz! W sprawie dotyczącej Kacpra, nikt nie zawinił.
Nikt, prócz tych których stara się pani usprawiedliwić, a którzy
swoim działaniem wywarli bezpośredni wpływ na jego decyzję.
Jak wszystkim wiadomo – wszystkim, oprócz pani i ludzi pani
pokroju – gejem nie zostaje się z powodu mody czy „widzimisię”.
Więc jeśli nawet niektórzy z was uważają to za chorobę – jesteście
podli! Podli do granic człowieczeństwa, bo kto normalny o zdrowych
zmysłach, szykanowałby człowieka chorego?
Pani jest wredna jak ja. Jednak taka jest między nami różnica, że
ja nie niszczę ludzi, potrafię się powstrzymać przed powiedzeniem
czegoś, czego mówić nie należy, bo mocno rani…
Ponadto ja chronicznie nie trawię ludzi takich jak pani. Ludzi, którzy
próbują narzucać innym swój styl życia, swoje poglądy, swoją nie do
końca sprawdzoną wiedzę, a nawet preferencje seksualne – choć w pani
przypadku te ostatnie nie są do końca sprecyzowane? Nie dała pani
bowiem światu świadectwa swojej poprawności politycznej, seksualnej
i chrześcijańskiej – wychodząc za mąż, rodząc dzieci ( co najmniej troje),
a więc żyje pani dokładnie tak, jak żyć zabrania pani społeczeństwu,
sama żyjąc – o ironio! – na jego koszt.

***

Niedawno w Poznaniu miał miejsce marsz równości.
Barwny, kolorowy, wesoły – do tego stopnia, że niektóre osoby
dziękowały uczestnikom marszu za ubarwienie szarości i poprawę
nastroju.
Oczywiście zaraz włączyły się w dyskusję osoby, które są przeciwne,
bo – jak twierdzą – nie ma potrzeby organizowania takich marszów,
propagowania inności seksualnej wśród młodzieży, i obnoszenia się
ze swoją zboczoną seksualnością.
Znowu argumenty w stylu pani Pawłowicz.
Nie było by potrzeby organizowania takich marszów, gdyby nie takie
właśnie zdania, gdyby nie odmawianie prawa do normalnego życia – bo
o jego normalności nie świadczy to z kim dzielimy życie, czy łoże,
ale to, czy musimy się z tym kryć i czy mamy jako społeczeństwo
równe prawa. Między innymi prawo do legalizacji swego związku.
O zarzucie propagowania inności już nie wspomnę, powtórzę
tylko: lesbijką czy gejem nie zostaje się z powodu mody,
czy „widzimisię”.
Nazywanie homoseksualistów zboczeńcami i porównywanie do pedofili,
nekrofili czy zoofili – to już chwyt poniżej pasa, a świadczy tylko
o braku elementarnej wiedzy, problemach z logicznym myśleniem, czy
zwyczajnej wredności a la Pawłowicz. To dorośli, świadomi ludzie.
Nikogo nie zmuszają, nikogo nie krzywdzą.
Zdawać by się mogło, że dla niektórych heteroseksualny gwałciciel,
jest „bardziej normalny”…
Kolejnym argumentem przeciw ma być to, że heteroseksualni nie
organizują takich marszy – a kto im broni?
Czy w jakiś sposób namawiają w czasie tych parad do naśladownictwa?
Czy idąc krzyczą: Zostań gejem! Zostań lesbijką!? Nie słyszałam.
„Dla mnie normalnym związkiem jest tylko i wyłącznie związek
kobiety i mężczyzny” – dla mnie zaś związek oparty na zaufaniu,
wzajemnej miłości, wsparciu i akceptacji.
Związek kobiety i mężczyzny – pozbawiony tych cech, czy też nacechowany
agresją i poddaństwem -jest nienormalny, chyba, że oboje czerpią z
tego satysfakcję i nie ma dzieci, które muszą na to patrzeć.
„Zboczeńcy” – Często mówią to osoby, które w zaciszu alkowy uprawiają
seks analny i oralny.
Jeśli homoseksualizm jest zboczeniem, to zboczeniem jest również każdy
seks którego konsekwencją nie może być prokreacja.
Koniec, kropka, amen!

***

Jestem osobą kontrowersyjną.
Zdaję sobie sprawę i poniekąd ten blog jest tego potwierdzeniem.
Dla niektórych, zbyt kontrowersyjny i ja to całkowicie rozumiem.
Ponoć szukam kontrowersyjnych tematów.
Jestem zdania, że jest wręcz odwrotnie i to one szukają nas,
a skoro ktoś sam podejmuje kontrowersyjny temat, nie powinien chyba
czynić z tego wyrzutów innym?
Jestem osobą zacietrzewioną. Dowodem jest to, że jak inni,
mam własne zdanie na rożne tematy.
Podobno udzielam się tylko wtedy gdy mogę „komuś dopieprzyć”…
No niekoniecznie, zważywszy fakt, że potrafię się powstrzymać,
nie skomentować, mając dziesiątki ku temu okazji.
Zazwyczaj czytam nie tylko wpisy, ale i komentarze do postów,
bo lubię poznać zdanie innych.
Nie to mnie bulwersuje, że ktoś ma odmienne poglądy, ale fakt, że
ewidentnie – czerpiąc wiedzę tylko z „jednej strony” – wygłasza
swoje zdanie jako jedyny słuszny fakt i oczywistą oczywistość,
kiedy ja widzę, że nie poczynił nawet najmniejszych starań, aby
dotrzeć do źródła, a jeśli nawet, to znowu trzymał się jednej
strony, a konkretnie tego, co owa strona wygłasza w celu
dyskredytowania przeciwników.
Ponoć komuś trzeba zaufać i dobrze jeśli są to tak zwani specjaliści.
Z tym niekoniecznie się zgodzę, bo ślepe zaufanie do specjalistów
w moim przypadku okazało się strzałem w kolano.
Wolę jednak zaufać logice, sprawdzać wszystkie dostępne źródła wiedzy
mam czas…

Logika…
Logika mówi mi, że jeśli ktoś kłamie w jakimś temacie, jeśli zamiast
podjęcia rzeczowej dyskusji, podejmuje próbę zdyskredytowania
przeciwników za pomocą manipulacji i naginania faktów – robi to
nie dlatego, że ma rację, ale dlatego że ma coś do ukrycia.
Wtedy sprawdzam, zanim się wypowiem i to z każdej możliwej strony…

Procedury…
Procedury są dobre tam, gdzie nie są stawiane wyżej niż dobro człowieka.
Zwłaszcza, gdy powołują się na nie ludzie, którzy nagminnie je łamią,
kiedy te nie są dla nich wygodne…

Żaden człowiek, żadna organizacja nie ma prawa wymagać od jednostki, aby
poświęciła się dla dobra ogółu, zwłaszcza gdy to dobro nie jest tak do
końca oczywiste…

Obowiązek szczepień, który stał się ostatnio przymusem, za sprawą coraz
większej świadomości społecznej według jednych, a modą i mataczeniem
anty-szczepionkowych oszołomów i szarlatanów – według innych.

Stwierdzenie, że powikłania poszczepienne są rzadkością wcale nie są
„rzadkością” wśród tych, którzy nie znają skali zjawiska, a nie znają,
z uwagi na tuszowanie spraw tego typu i paranoiczne wręcz unikanie
potwierdzenia, że to, co wystąpiło po podaniu szczepionki ma z nią
bezpośredni związek.
Porównywanie zawartych w szczepionkach substancji mogących zagrażać
zdrowiu i życiu ( przypominam: podanych bezpośrednio do krwiobiegu)
do tych znajdujących się w pożywieniu jest tym samym co stwierdzenie,
że skoro zjadłeś sromotnika – wskazane by było popić go kwasem
siarkowym dla wzmocnienia efektu.
„Rozmawiałam z matkami, które nie chcą szczepić swoich dzieci i
żadna nie potrafiła podać konkretnych argumentów” – ja mogę osobiście
skontaktować z takimi, co zarzucą was konkretnymi argumentami tak,
że się nie pozbieracie spod natłoku faktów nie do obalenia.
Ba! nie tylko matek, ale i lekarzy.
„Szczepienia są niezbędne i bezpieczne” – niby dlaczego miałabym
w to wierzyć, skoro wprowadzane są u nas szczepionki wycofane w
innych krajach jako szkodliwe?
Lub takie, których skuteczność i wpływ na organizm są nie do
końca sprawdzone?
Dlaczego mam wierzyć ludziom, którzy co jakiś czas puszczają w obieg
informację o jakichś epidemiach gdzieś tam, co jak się okazuje nie jest
prawdą, bo kilka przypadków to nie jest jeszcze epidemia.
Pytanie o zasadność szczepienia na choroby, które warto w dzieciństwie
przechorować pozostawiam bez odpowiedzi.
Dla tych co wierzą w cudowną moc wszystkiego co kryje się pod nazwą
szczepionka, mam propozycję. Szczepcie się. Na wszystko, w takich
ilościach i z taka częstotliwością jak szczepi się obecnie dzieci.
Wam to na pewno nie zaszkodzi, zważywszy na różnicę w dojrzałości
układu immunologicznego, masy ciała itp.
Chyba że, będziecie mieli pecha jak ja…
Chcecie być zdrowi i bezpieczni od tych strasznych chorób?
Szczepcie się, zamiast składać ten obowiązek na barki maleńkich
dzieci. To, że w dzieciństwie szczepienia zaliczyliście (na pewno
nie takie i nie w takiej ilości), nie ma znaczenia.
Wszak każdy wie, że szczepionka nie daje gwarancji na całe życie.
Powodzenia.

***

Z natury jestem anarchistką z przekonania.
Nie, nie podkładam bomb, nie walczę z systemem za pomocą siły.
Nienawidzę wszelkiego przymusu, cenię sobie wolność jednostki,
tam gdzie ona nie ogranicza wolności drugiego człowieka.
Z braku innych możliwości obstawiam demokrację choć wiem, że
można ją rozumieć i stosować na wiele sposobów.
Wiem, że wszelka władza, nawet ta najbardziej demokratyczna,
jest demokratyczna tylko do wyborów.
Wybrana – reprezentuje zawsze własne interesy, nie ma
zmiłuj, niezależnie od tego jaki to kraj…
Dlatego, jeśli ktoś zabiera mnie – jako jednostce – resztki tak
zwanej wolności pozbawiając mnie wyboru, to nieważne czy ma
profity z tego czy innego koncernu, czy kieruje się tylko i
wyłącznie własnym przekonaniem – dla mnie jest człowiekiem
przegranym.

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

7 komentarzy

  1. ~Matylda · 1 października 2017 Odpowiedz

    Pani posłanki Tylko Moja Jest Racja nie słucham od dawna, nie czytam co pisuje, ale chcąc nie chcąc coś do moich uszu dochodzi. Całkowicie zgadzam się z tym co napisałaś oraz w pozostałych kwestiach oprócz jednej.
    Chodzi o stwierdzenie: „Żaden człowiek, żadna organizacja nie ma prawa wymagać od jednostki, aby poświęciła się dla dobra ogółu…”
    Jestem zdania, że wszystko zależy od okoliczności.
    Pomijając wymagania wynikające z posiada rodziny, bo to nie powinno podlegać dyskusji.
    W czasach pokoju mam prawo żądać np. od policji, aby zapewniła mi bezpieczeństwo, zaś w razie napaści wrogich wojsk na moją Ojczyznę – jako cywil – miałabym prawo wymagać tego od wojska. Ich pracę cechuje poświęcanie się dla ogółu, bo w każdej chwili mogą stracić zdrowie lub życie. To oczywiście dość ogólnie przedstawia moje poglądy w tej materii.

    W Polsce obowiązuje demokracja parlamentarna, jak to widzimy na co dzień pozostawiająca wiele do życzenia. Wystarczy zmienić ją na demokrację bezpośrednią: weto ludowe, plebiscyty, konsultacje ludowe. Niby mamy zapis o prawie do referendum, ale obecne zasady są do bani.

    Trochę się rozpisałam, sorry. ;)

  2. ~Phoenix(L)k · 2 października 2017 Odpowiedz

    Osobiście znam 3 przypadki osób, którym szczepionka „uszkodziła” (UWAGA!! Wiem, że dziecko to nie rzecz!! Jeśli ktoś poda lepszy zwrot – chętnie go poznam. Jakoś zdanie „szczepionka zachorowała dziecko” mi nie pasuje) dziecko… mówimy tutaj o upośledzeniu od stopnia małego (wierzcie mi – małe, ale potrafiące zdenerwować), poprzez średnie… aż po takie, że dziecko w wieku dopiero 14 lat (!!!!) zaczęło próbować wydawać jakieś dźwięki…

    Co do (p)osłów – brakuje mi kogoś takiego, jak Miller… i Gowina jest za mało… Niestety – chamstwo łatwiej się przebije w mediach…

    Co do parady równości… Moim zdaniem kwestie łóżkowe powinny pozostać w sferze domowej… pozostałe zagadnienia? Nie mam nic przeciwko większości z nich (oprócz adopcji… tutaj stawiam na tradycyjną rodzinę… nie – hetero gwałciciel lub pedofil to nie człowiek, a rodzina „człowiek + śmieć” to nie jest tradycyjna rodzina)

  3. ~Jo-An · 2 października 2017 Odpowiedz

    Mój komentarz będzie dość krótki, jako że polityką się nie param. Był czas, że mocno się tym interesowałam , dopóki nie stwierdziłam, że trzy czwarte posłów zamiast mózgu mają siano. Jeśli już do mojej codzienności przebije się jakiś polityczny news – jak np ten o wypowiedziach pani Pawłowicz – ręce mi opadają. Wszelkie komentarze wydają się zbędne. Warto rozmawiać, owszem. Trzeba też umieć rozmawiać. Możemy mieć różne zdania, inne poglądy. To jednak nie usprawiedliwia obrażenia gejów , lesbijek czy Bi. Choć osobiście nie uważam tego za całkowicie zdrowe. Ale to tylko moja opinia. Co do szczepionek …mam pytanie. Skoro rzeczywiście są takie super, niech mi ktoś wytłumaczy moje medyczne przeciwwskazania do szczepień. Nigdy szczepionka nie byłam i jakoś żyje.

  4. Seeker · 2 października 2017 Odpowiedz

    Przeczytałam wszystko, co napisałaś, z zapartym tchem. Nie orientuję się zbytnio, co się w Polsce dzieje, ale te wiadomości, które do mnie dochodzą, zawsze mnie szokują. A już na pewno szokują mnie te, o których czytam u Ciebie!

    O aferach anty-szczepionkowych słyszałam i pukałam się w czoło z niedowierzaniem. Ty jednak pomogłaś mi spojrzeć na to z innej strony- nie wiedziałam, że rodzaje i ilość szczepionek się zmieniła i to z tego powodu są te afery.

  5. ~Bania Luki · 5 października 2017 Odpowiedz

    Zwróć uwagę, że najgłośniej się mądrują ci, którzy mają za sobą wsparcie – vide pani posłanka. Albo ci, którzy powołują osoby wspierające ich poglądy. Wygląda na to, że dość powszechny jest problem z autorytetami – napiszę o dyskusji z pewnym specjalistom.
    Trudno mieć własne zdanie, bo można zostać samemu ;)

  6. ~Azariani · 11 października 2017 Odpowiedz

    Dzień dobry, Odezwałaś się do mnie przez email zatem chociaż pozostawię po sobie ślad u Ciebie – tak na marginesie wracam powoli do swojego bloga.

    Pani Pawłowicz, jest piękną i dobrą kobietą, cudownym przykładem na to, iż jednak nie ma tyle alkoholu na świecie, który by zachęcił mnie do bliższego kontaktu. Ta Pani powinna żyć w odosobnieniu, bardzo daleko od cywilizacji.

    Anty Szczepionkowcy, chcą niech nie szczepią po co ten cały cyrk. Wybór należy do rodziców. To,że skład sczepionek uległ zmianie, czy też ilość to już inna bajka.

    Marsze no ok fajnie, ale czy to trzeba w centrum Poznania blokować jak człowiek chce autem się przedrzeć? Mamy piękne tereny nad maltą, cytadela niech się tam bawią, a nie blokują miasto. Z drugiej strony nie lubię jak mi się na siłę narzuca to, że muszę to lubić, czy tolerować.

    Pozdrawiam,
    Sławek.

    • ~kobieta-nie-typowa · 15 października 2017 Odpowiedz

      Nikt nie musi lubić. Wystarczy uznać prawo innych do życia po swojemu. Ja też nie lubię gdy mi się coś każe. Zwłaszcza gdyby mi ktoś pod kołdrę zaglądał z kim sypiam, bardzo bym nie lubiła. Albo gdyby mi kazano ukrywać to, co dla mnie normalne…
      Marsze, czy maratony w centrum miasta, to może przeszkadzać. Mnie przeszkadza. Niezależnie od tego, kto i po co…

Zostaw odpowiedź