Jak to się stało, że szargane są autorytety.

Dowód na manipulację i zatajanie względnie wyciąganie
prawdy na światło dzienne, na potrzeby gry politycznej.

Sprawa Bolka.
Przeszłość Lecha Wałęsy, ta z rodzinnych stron, była znana
wszystkim, którzy chcieli o nim wiedzieć coś więcej, kiedy
zaczynał być twarzą solidarności.
Te i inne fakty z późniejszej jego działalności, znane były
ubecji i ówczesnej opozycji.

Ponieważ był potrzebny ktoś taki jak Wałęsa, ktoś kto się nie
zawaha przed niczym, a jednocześnie da sobą manipulować, wszyscy
udawali głupich i ślepych.
Pomimo niezbyt kryształowej przeszłości Lecha, dopuszczono aby
został prezydentem.
Miał poparcie ówczesnej klasy robotniczej, myślącej naiwnie
że oto mają swojego człowieka u steru i teraz on – w kilka miesięcy –
doprowadzi Polskę do rozkwitu i poprawi ich egzystencję.
Miał poparcie Kościoła, bo i ten miał względem niego swoje plany.
Na temat niejasności w życiorysie Lecha Wałęsy milczeli wszyscy
zgodnie, licząc na to, że uda się upiec własną pieczeń przy tym
ogniu. Wałęsa miał być drewnem do ogniska – niczym więcej.
Niestety. Mania wielkości – gość uwierzył że sam obalił komunę –
spowodowała pierwsze rysy i pęknięcia w murze solidarności.

Cofnijmy się nieco w czasie, do momentu kiedy rozpalono wspólne ognisko.
Magdalenka.
To takie dziwne i obecnie dość kontrowersyjne miejsce, które sprawia,
że spotykają się i dogadują ci, co dogadać się między sobą nigdy
nie powinni.
(Kiedyś – spotkali się tam ci, co zawsze się między sobą dogadywali
znakomicie i o dziwo! Nie dogadali się i krew się polała – czytaj
strzały w Magdalence – ale to miało miejsce nieco później, choć było
konsekwencją „dogadania się” esbeków z nazwijmy to Solidarnością).

Dogadali się, za plecami robotników, a w tych rozmowach brał udział
nie tylko Lech Wałęsa. Kto tam jeszcze wódeczkę z komunistami popijał
- można sprawdzić, jeśli ktoś nie wie.

Lech wałęsa został niekwestionowanym liderem Solidarności,
Prezydentem Rzeczypospolitej, człowiekiem znanym i szanowanym
na całym świecie, człowiekiem którego dłoń ściskali z szacunkiem
najwięksi tego świata.
Co się stało, że nagle – nie zważając na konsekwencje – postanowiono
fakty wcześniej znane, nagle wyciągnąć na światło dzienne?
Stał się niewygodny. Zagraża budowaniu nowej – niekoniecznie lepszej
- rzeczywistości. Ot taka sobie gra polityczna…

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

13 komentarzy

  1. ~Bania Luki · 12 lipca 2017 Odpowiedz

    w czym ma pomóc państwu odgrzebywanie starych historii dotyczących emerytów politycznych?

    niby się domyślam, ale…

  2. Seeker · 12 lipca 2017 Odpowiedz

    Twój wpis to kwintesencja tego, co myślę o polityce. Manipulowanie faktami i ludźmi, sztuczki magiczne i iluzja, egoizm i ratowanie własnej dupy kosztem innych i za wszelką cenę.
    A może oni się tak naprawdę dogadali już na samym początku i odstawiają piękną szopkę, wymieniając pod stołem pieniążkami.
    Nie mam cierpliwości do tego gggrrrrrr

  3. ~Laura · 13 lipca 2017 Odpowiedz

    Niestety. Tak było zawsze, że każdy miał gębę pełną frazesów i banałów, ile on to zrobi dla maluczkich, kiedy tylko zostanie wybrany do rządzenia, a później kończy się to zawsze, jak zawsze. Czyli, każdy dba tylko o siebie i swoich kolesi. Reszta nie ma już znaczenia. A my, ci maluczcy, kolejny raz czujemy się oszukani, wykorzystani. Do następnego razu, do następnych wyborów. Każdej władzy pozwalaliśmy na więcej wobec nas i w efekcie mamy to, co mamy. Naiwność polityczna, i tyle. Dziś, jeśli były wcześniej jakies autorytety, to teraz zostały zmieszane z błotem, zgnojone. Każdy, kto ośmiela się mieć inne zdanie, jest wrogiem publicznym. Jeszcze mamy pozory demokracji. Jeszcze nam się wydaje, że mamy na cokolwiek jakiś wpływ. Nie mamy, niestety. Wszystko dzieje się niby dla naszego dobra, a tak naprawdę to ubezwłasnowolnianie społeczeństwa, bo ktoś wie lepiej od nas, co jest dla nas dobre. Co możemy zrobić? Obawiam się, że niewiele. Każdy bunt zostanie zdławiony. Mają do tego narzędzia, których nie zawahają się użyć. Któregoś dnia ludzie wyjdą spontanicznie na ulice, a zamiast białych róż, będą mieć w dłoniach… Czarny scenariusz? Krakanie? Oby… Nie ukrywam, że boję się przyszłości. Jak większość, chcę spokoju i pewności jutra. Zdecydowana większość z nas tego pragnie. Ale mamy na to coraz mniejszy wpływ, bo kolejne pola naszej wolności są zawłaszczane w majestacie bezprawia. Pozwoliliśmy na to. Godziliśmy się, kiedy ta granica była coraz bardziej przesuwana. Dziś już nie ma żadnej bariery, by nam odebrać wszystko. Jeśli będziemy nieposłuszni. Jeśli przestaniemy krzyczeć, a zaczniemy działać. Boję się, zwyczajnie boję się.
    Uściski, T.

    • ~kobieta-nie-typowa · 13 lipca 2017 Odpowiedz

      Zdziwisz się Lauro ile jeszcze można nam odebrać. W moralnym i czysto ekonomicznym tego słowa znaczeniu.
      Widziałaś jaka była reakcja na róże? Jakiej zatem można się spodziewać gdy zamiast róż…? Wszystko wychodzi im łatwo, jak z płatka. Zbyt łatwo, jakby Bóg im sprzyjał… Ja zaś słyszałam, że „kogo Pan Bóg kocha – temu krzyżyki zsyła”…
      Kto IM sprzyja zatem?

  4. ~kloszard · 13 lipca 2017 Odpowiedz

    Na kartce obok tabletu leży kartka a na niej napisane: autorytety….-wolność, miłość.

  5. ~kloszard · 13 lipca 2017 Odpowiedz

    Odnosząc się do tego co Pani napisała, po przeczytaniu….ciszej, ciszej nad tą trumna bo kolejne się otwierają a to czy wzbudzają w nas emocje czy nie nie zwalnia nas od umycia się, umycia włosów, makijażu, umycia naczyń, zmycia podłogi po wczorajszym lenistwie, odczynienia nieudanych czarów po których musimy zrobić co musimy. To od tego jak umyjemy podłogę zależy Polska. Nieprawda ?….a może jednak.

    • ~kobieta-nie-typowa · 13 lipca 2017 Odpowiedz

      A jeśli pozostanie już tylko umyć podłogę, zgasić światło i zamknąć drzwi z drugiej strony?

  6. ~kloszard · 13 lipca 2017 Odpowiedz

    To ktoś to zrobi . Dla nas, dla mnie, ta podłoga jest najważniejsza, nasz stół. Kto przy nim siedzi i o czym z nim mówimy. Czy mówimy i czy mamy swoje zdanie, poglądy, zasady czy tylko pozwalamy na coraz więcej i więcej krzywdząc czasami tym właśnie a polityka..oddycham ciężko.Nie…nie dzisiaj. Dziś bym zabrała moja kochankę i poszła do ciemnego lasu by tam się przytulić i pomilczeć ale kochanki nie ma. Las zaprasza więc może pójdę sama. Dawno nikomu tego nie napisałam a to , wg mnie, innymi kolory czyni…kocham Panią…spokoju życzę i bezpieczeństwa dziś w ten wyjątkowy, jedyny dzień bez wyjątkowej nazwy.

  7. ~Phoenix(L)k · 14 lipca 2017 Odpowiedz

    Kiedyś (mam nadzieję, że prędzej, niż później) ktoś popełni błąd… i część tej gry wyjdzie na jaw

    • ~kobieta-nie-typowa · 14 lipca 2017 Odpowiedz

      Grom politycznym nie będzie końca, chyba że w mentalności polityków nastąpi zwrot o 180%. Problem polega na tym, że jedni święcie wierzą jednej a inni drugiej stronie. Bez zastrzeżeń. Niewielu jest takich, co to widzą że jedni warci drugich, ale nic nie mogą zrobić, bo jest ich za mało i nie ma w zasadzie na kim oprzeć swoich nadziei. Garstka mądrych, uczciwych, takich którzy udowodnili swoją wartość, to za mało aby zbudować coś wartościowego i trwałego w państwie gdzie jedni są zepsuci przez PIS, a drudzy przez PO.

Zostaw odpowiedź