Z czym mi się kojarzy „modlitwa” z Krakowskiego Przedmieścia.

Wyobraźmy sobie, że rodziny ofiar każdej katastrofy, ich znajomi i znajomi
znajomych, oraz każdy kto stracił kogoś bliskiego, co miesiąc będzie
urządzał szopkę w wybranym przez siebie miejscu… I tak do usranej śmierci…
Dlaczego nie?
Czy pamięć dziewięćdziesięciu sześciu ofiar jest ważniejsza, niż pamięć
pięciu, czy choćby jednej ofiary?
Że tu chodzi o to, kim były ofiary za życia?
Wybaczcie, ale ponoć w obliczu śmierci wszyscy ludzie są równi wobec Boga.
Ponoć już od chwili narodzin ludzie są równi wobec prawa i wolni…
Z tym ostatnim, można by polemizować na każdej niemal płaszczyźnie.
Moim zdaniem, wolnym człowiek się staje dopiero po śmierci.

Dlaczego zatem szopka na Krakowskim Przedmieściu odbywa się nieprzerwanie
od lat siedmiu i jak długo jeszcze odbywać się będzie?
Czy to jakiś nowy odłam Kościoła – skoro nazywa się to przedstawienie
modlitwą?
Powtarzane jak mantra na wszystkie sposoby, odmieniane przez wszystkie
przypadki słowa o prawdzie i dochodzeniu…
No właśnie, nie chcę być złośliwa, nie chcę również aby moje słowa
zabrzmiały szyderczo, ale zaczyna mi się to wszystko kojarzyć z jakąś
sektą opętaną seksem – właśnie przez to „dochodzenie” – sektą,
mającą na celu przeżycie wspólnego orgazmu i jest to najdłuższe
„dochodzenie” do orgazmu, o jakim kiedykolwiek słyszałam.
Sekta tych, co orgazmu dotąd nie przeżyli…

Wracając do sedna.
Czy jeśli zwykły, szary obywatel zechce w podobny sposób celebrować
pamięć swoich zmarłych, może liczyć na pozwolenie i ochronę?
Jeśli nawet – ja z takiej możliwości nie skorzystam.
Żałoba kojarzy mi się bowiem z powagą i skupieniem, nie znoszę
epatowania wokół czymkolwiek, co osobiste, czyli narodzinami, chorobą,
śmiercią, żalem itp…
Jeśli zaś, jest to jedyny sposób aby skupić na sobie uwagę
czy osiągnąć inny cel, to znaczy że powinien tu interweniować specjalista
od psychiki, bo TO JEST CHORE!

Ważne! Wydarzenie niemal na skale historyczną! Od niemal dwóch lat
pierwsze orzeczenie TK, które ma jakiekolwiek znaczenie.
„Kolesi” zastąpili „nasi kolesie” i już wszystko jest ok.

PAD zdefiniował o co chodzi przeszkadzającym w „modlitwach” na
Krakowskim Przedmieściu.
Kontr-demonstrantom chodzi o doprowadzenie do rozlewu krwi.
Pytam, jak niby wytłumaczy hasła „Śmierć Wrogom Ojczyzny”.
na transparentach i plakietkach ONR i ostatnio nawet wśród
funkcjonariuszy policji?

9 komentarzy do “Z czym mi się kojarzy „modlitwa” z Krakowskiego Przedmieścia.

  1. Co wolisz – Śmierć Wrogom Ojczyzny, które jest hasłem z czasów wojny (NSZ nie został zdelegalizowany…), czy „Refugees welcome” i potem malowanie kredkami po asfalcie?

    Jeśli ktoś szykuje atak na Polaków – powinien mieć świadomość, że u nas nie będzie żadnych tańców celem pokazania naszej tolerancji

    Przy okazji – „Widelec” już ogłosił, że mają gdzieś ten werdykt TK, bo został napisany pod polityczne dyktando…

  2. Hasła z czasów wojny mocno już się zdezaktualizowały, nie sądzisz? Ktoś szykuje atak na Polaków? Ciekawe kto? Jak na razie wrogami ojczyzny zostali okrzyknięci ci, co widzą przyszłość Polski nieco inaczej i pojęcie to jest co rusz rozszerzane o nowe grupy – Polaków, jak dotąd. Nie ma się co dziwić, że werdykt pozbawionego szacunku TK, szacunku nie zyska, bo niby dlaczego? Z powodu zmiany kolesi?

    • „Jeśli ktoś szykuje atak na Polaków” – to nie było stwierdzenie, że ktoś to na pewno robi…

      Racja – TK jest pozbawione szacunku… jak to zmienić? Jak każdą inną gangrenę – wypalić do gołej ziemi i odsunąć polityków od wyborów nowych sędziów…

      Jestem ciekaw, ilu posłów byłoby przeciw takiej wizji…

  3. W sumie się tak dzieje – urządzanie szopek po ofiarach wypadków np drogowych (w sensie te krzyże przy drogach, a przy nich znicze, brudne sztuczne kwiaty). Znam takie drogi, że jadąc przez nie zapomina się, że to droga przez las, a wydaje się jakby się zboczyło na cmentarz. Ogólnie toczące się po jezdni znicze porozwalane przez silny wiat i poprzewracane drewniane krzyże, kładące się u brzegu jezdni, są większym zagrożeniem na tej drodze, niż same drzewa rosnące przy niej.

  4. Nie moja to rzecz. Ja nie chodzę , nie celebruję chociaż pamiętam ,że moja żałoba po mojej zmarłej, trwała kilka lat i nikt nie odważył się, dzięki Bogu, stać mi na drodze jeśli chciałam nocą iść na cmentarz bo tego potrzebowałam.Nie mnie oceniać i nie mnie zabraniać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>