Lekarz nie Bóg – dobrze jeśli sam to rozumie…

Dawno mnie tu nie było, ale wydarzenia ostatnich miesięcy,
mocno zaburzyły mój spokój wewnętrzny, nie bardzo mogłam się
skupić na czymkolwiek i nawet prozaiczne codzienne czynności,
stały się skomplikowane.
Na tyle, że zdarzało mi się robić różne rzeczy bezmyślnie – dziw
zatem, że nie podpaliłam domu, nie wysadziłam go w powietrze,
ani nie zalałam.
Czasem przychodzi na człowieka taki natłok złych zdarzeń,
że nijak się nie może pozbierać i ogarnąć.
Czas, w którym telefon od bliskich osób przyprawia o palpitację
serca i napad paniki.

Postanowiłam bezsilność przekuć w jakiś stan mniej dla organizmu
szkodliwy, a czy się uda – czas pokaże, ale żeby temu sprostać,
muszę wylać trochę nagromadzonej żółci i przejechać się po kimś
kogo winię za obecny stan rzeczy, a że nie jest to jedna osoba,
a środowisko – dziś plunę jadem w środowisko lekarzy.

Do niedawna wierzyłam im na tyle, żeby nie zgłębiać się w tajniki
ich zawodu, nie analizować logiki i sensu niektórych poczynań.
Widząc, a raczej odczuwając na własnej skórze, do czego takie
zaufanie prowadzi – zaczęłam na ten temat myśleć, szukać różnych
źródeł i analizować fakty.
Doszłam przy tym do wniosku, że zdolnych do myślenia,
takich z powołaniem, empatią i WIEDZĄ jest ok.20% lekarzy.
Myliłam się.
Dziś twierdzę, że jest ich może z 10%, nie więcej.

Nie chcę się tutaj wdawać w szczegóły.
Nie mam do tego cierpliwości.
Pacjentowi u którego zdiagnozowano nowotwór, kazano czekać
trzy i pół miesiąca na operację, bo lekarz nie znalazł
wcześniej wolnego terminu. Do operacji nie doszło, z powodu
przerzutów na wątrobę. Zamiast wysłać pacjenta na onkologię
od razu, wysłano go w momencie kiedy się okazało, że jest
za późno na jakiekolwiek działanie, w dodatku bez koniecznego
skierowania.
Szpital onkologiczny, w którym lekarka o godzinie 13;00 mówi:
„Ja pana dziś nie przyjmę, bo jestem zmęczona.”
Mówi to, do pacjenta, który ma za sobą kilka godzin błądzenia po szpitalu,
(pan pójdzie tam, pan pójdzie tu, potem tam, a potem załatwi pan to…),
a w dniu poprzednim spędził na sorze innego szpitala kilkanaście godzin,
siedząc na twardym krześle, albo chodząc po całym szpitalu i nie tylko,
bo i poza nim również, w celu diagnostyki stanu obecnego.
Pacjentowi, który cierpi i jest tak słaby, że ma problem z poruszaniem
się po własnym mieszkaniu.
Jeśli Pani doktor, pracując od siódmej rano jest tak bardzo zmęczona
pacjentami o godzinie trzynastej – wyślijmy ją do kamieniołomów, albo
do kopalni, niech pozna co to prawdziwe zmęczenie.

Jeśli pacjentowi daje się nadzieję, a potem każe czekać tak długo, aż
usłyszy – przykro mi, za późno co najmniej o miesiąc…
Jeśli w tym czasie, nikomu nie przyjdzie do głowy, aby tego pacjenta
zabezpieczyć przeciwbólowo i zmniejszyć inne dolegliwości, jeśli robi to
dopiero lekarz w hospicjum – to ja nigdy takich lekarzy nie chce spotkać
na swojej drodze, choć zdarzyło mi się spotkać nieraz podobne „perełki”.

Są i pozytywne aspekty tej sprawy. Przynajmniej nie dobili pacjenta
chemią. Być może dlatego, że w obecnym stanie, nie nadaje się na królika,
nikt więc pracy naukowej nie napisze na jego przykładzie, bo nie ma
dobrych rokowań. Nie nadaje się i to Jego szczęście.
Do tych celów bierze się pacjenta, z całkowicie usuniętym nowotworem,
i systematycznie truje się go chemią, wmawiając mu, że „profilaktycznie”
by nawrotu nie było.
Chemia niszcz komórki rakowe. Wraz z nimi niszczy zdrowe i osłabia cały
organizm. Jeśli rakowych akurat w organizmie nie ma, co niszczy chemia?
Ot, zagadka dla inteligentnych.

Bywa również, że niektórzy lekarze dają chemię pacjentom paliatywnym,
odchodzącym. Nie wiem po co bardziej, czy po to, aby dać choremu
złudzenie, czy po to, aby końcówkę jego życia zamienić w piekło…

Pacjent po wymianie zastawek, dwadzieścia parę lat temu.
W międzyczasie dwa udary, częściowo sparaliżowany, będący pod opieką
kardiologa. Powinien co prawda być pacjentem poradni kardiochirurgicznej,
ale kardiochirurg kazał mu się zapisać do kardiologa, więc posłuchał.
Kto ma wiedzieć jeśli nie lekarz, kto ma słuchać jeśli nie pacjent…
Kontrola w por. kardiologicznej najczęściej z adnotacją „kontrola za rok”.
ostatnie „echo” – dwa lata temu, przy okazji wymiany stymulatora.

Pacjent trafia na oddział z zawałem. W niedzielę.
W czwartek, przed wypisem, robią mu „echo” i się okazuje,
że konieczna jest operacja, bo ma tętniak jak bomba i skrzep.
Tylko nikt już tej operacji się nie podejmie, bo to pewna śmierć.
Bez operacji co prawda również, ale bardziej rozłożona w czasie.
Przecież w końcu i tak wszyscy umrzemy…

Pozostaje tylko się cieszyć, jeśli trafi Ci się lekarz należący do
tych 10% i chyba należałoby go nosić na rękach, albo wpisać na
listę cudów, a przynajmniej jako cenny egzemplarz dziedzictwa
narodowego.
Z pewnością jest to okaz wymagający specjalnej ochrony, jak wymierające
gatunki (ostatnio w szybszym tempie wymierające) flory i fauny.

Szkoda tylko tych pieniędzy, które zostały zmarnowane, na kształcenie tych,
co się mieszczą w osiemdziesięciu procentach i nie rokują poprawy.
Można by je spożytkować, z korzyścią dla pozostałych dziesięciu i co za tym
idzie – dla pacjentów.

9 komentarzy do “Lekarz nie Bóg – dobrze jeśli sam to rozumie…

  1. Łączę się w bólu i chęci mordu.
    Miałam taki czas,że chętnie oglądałam wszelkie „uwagi”,”sprawy dla..” itp.
    Sama na szczęście mało do gabinetów zaglądam,na szczęście lekarza mam „z powołania” więc i nie narzekam.Tak samo jak pediatrów.
    Ale jak ostatnio się naoglądałam „cudownych” lekarzy,pracowników mopsów to normalnie nie mogłam uwierzyć ,że to podobno są ludzie a nie zwierzęta.
    Do tego doszły wiadomości o pseudoleczeniu w jednym z dziecięcych szpitali,z kilkudziesięcioletnią renomą- szkoda tylko że od lat jadą na tej renomie tylko bo lekarzy tam żadnych.
    Jak z własnej pychy i samouwielbienia zniszczyli dziecku zdrowie.Mam ochotę ich czymś przejechać.I jak słyszę właśnie jak to oni się męczą,jak mało zarabiają to mnie szlag trafia.
    Może gdyby zamiast latać od szpitala do przychodni siedzieli na dupie w jednym miejscu to by się rzetelniej przyłożyli do pracy?
    Jak słyszę,że „lekarz” odmawia przyjęcia lub przyjazdu do osoby powyżej 80 bo jego zdaniem to i tak nie ma sensu to mi brakuje słów dla ludzkiej podłości.I tylko takiemu komuś życzę ,żeby osiągnął taki wiek tylko w gorszym stanie zdrowia niż jego pacjent,i żeby też go ktoś tak potraktował.

    Może się teraz komuś narażę,ale uderza mnie pewien bezsens. Ludzi wiekowych,chorych głównie na starość nie ma kto leczyć,nie chce nikt leczyć,nie zauważa się ich i ich potrzeb.
    Natomiast ratuje się zagrożone ciąże,świadomie sprowadza się na świat dzieci ciężko chore i upośledzone. To kto potem będzie się nimi zajmował,leczył,opiekował???????

    • Tak to niestety wygląda. Na temat błędów, czy świadomych zaniedbań lekarzy ja osobiście mogłabym książkę napisać. Tylko na podstawie doświadczeń moich, rodziny i znajomych. Dlatego też, tak szanuję wiedzę i doświadczenie tych dziesięciu procent lekarzy, którzy myślą o tym, jak wyleczyć, a nie leczyć, a jeśli leczyć, bo wyleczyć niestety się nie da, to dla dobra pacjenta a nie medycyny.

  2. … sytuacja bliskiej mi osoby…

    Potknęła się w czasie przedświątecznych (mowa o Bożym Narodzeniu) pracach… Święta ledwo przeżyte (mówimy o 79-letniej kobiecie), noga cała opuchnięta… kilka wizyt lekarskich w kilku różnych miejscach i nic… jedna kurwa (wybacz, ale ten jeden raz nie mam zamiaru cenzurować swojej wypowiedzi) ośmieliła się powiedzieć, iż kobieta ta powinna pójść… DO PSYCHIATRY!! Bo to urojenia…

    Gips na miesiąc, żeby usztywnić nogę, przyczyna bólu i opuchlizny nadal nieznana…

    Wreszcie udało się załatwić prywatnie prześwietlenie (tak, przy okazji zdejmowania gipsu…) – noga złamana + pęknięcie i przemieszczenie kości…

    Obecnie lekarze mają dylemat – zdjąć gips (niespodzianka – noga jakoś nie chciała się sama naprawić, więc nadal jest złamana i kość nadal jest pęknięta), czy też go nie zdejmować …

    Coraz częściej mnie kusi, by spytać o adresy każdego skurwysyna, który Ją badał

    • Zawsze możesz pozwać do sądu tych pseudolekarzy. Jeśli będziesz miał szczęście trafić na myślących zostaną ukarani – wróć! Zostanie przyznane zadośćuczynienie, ale przecież nie z majątku lekarza! Lekarzom i tak włos z głowy nie spadnie. Ból i obrzęk, jako sprawa dla psychiatry… Coraz lepiej…

  3. „Do tych celów bierze się pacjenta, z całkowicie usuniętym nowotworem,
    i systematycznie truje się go chemią, wmawiając mu, że „profilaktycznie”
    by nawrotu nie było.”- bzdura a przynajmniej ogromne uproszczenie. Nie słyszałam, żeby lekarz „profilaktycznie” zaaplikował chemię, każde podanie jest uzasadnione, a” usunięcie nowotworu” – nie wiem co masz na myśli- nie daje gwarancji, że komórek złośliwych już nie ma. Nawet laik wie, że wszystko zależy od rodzaju i stopnia zaawansowania etc..Ani TK ani nawet PET mimo że nie wykazują zmian, w pewnych sytuacjach są tylko gwarancją tego, że nowotwór jest w remisji a nie wyleczony.
    „Chemia niszcz komórki rakowe. Wraz z nimi niszczy zdrowe i osłabia cały
    organizm. Jeśli rakowych akurat w organizmie nie ma, co niszczy chemia?
    Ot, zagadka dla inteligentnych.” – tak, jeśli chodzi o pierwsze i drugie zdanie. Choć jest już chemia, która celuje tylko w komórki rakowe, aczkolwiek ma również wiele skutków ubocznych, choć nie wszyscy na nie reagują, to tak jak z innymi lekami. A skąd biorą się wznowy? Z tych komórek których nie ma? No właśnie.
    Prawdą zaś jest, że chemia z choroby nowotworowej robi chorobę przewlekłą. I dopóki nie będzie skutecznych leków pacjenci są na nią skazani, jeśli chcą pożyć dłużej.

    Przede wszystkim należy pamiętać że każdy nowotwór to indywidualny stwór, nawet tego samego narządu. Niestety leczenia najczęściej bywa standardowe, choć to już się powoli zmienia. Przynajmniej na świecie…bo u nas wiadomo, kasa…

    „Bywa również, że niektórzy lekarze dają chemię pacjentom paliatywnym,
    odchodzącym. Nie wiem po co bardziej, czy po to, aby dać choremu
    złudzenie, czy po to, aby końcówkę jego życia zamienić w piekło” – pacjent zawsze może odmówić. Ale tu już kłania się świadomość pacjenta i uczciwość lekarza. U większości w stanie paliatywnym taka chemia przynosi więcej szkód niż pożytku, ale to też bardzo jest indywidualne. Młody chłopak 28 lat, syn mojej koleżanki pielęgniarki w stanie paliatywnym do samego końca brał chemię. Moja mama widziała go w windzie na tydzień przed śmiercią…Od koleżanki wiem, że do samego końca przez pierwsze kilka dni był u niej a potem wracał do siebie, do innej miejscowości. Dawał radę. W zamiarze było złagodzenie dolegliwości wywołanych przez nowotwór i wydłużenie życia.

    Pozdrawiam.

  4. Jeśli się robi pacjentowi stosowne badania, można mieć sytuację pod kontrolą na tyle, aby działać w momencie gdy się coś dzieje. Profilaktycznie wypadałoby raczej wzmocnić organizm, a nie osłabiać. „…usunięcie nowotworu” – nie wiem co masz na myśli- nie daje gwarancji, że komórek złośliwych już nie ma.” Mam na myśli operacyjne usunięcie zmian nowotworowych, potwierdzone brakiem tychże w organizmie pacjenta. Podawanie chemii aby zniszczyć komórki nowotworowe, których obecności nie potwierdzono badaniami? To jest właśnie profilaktyczne działanie, które – wybacz – jeśli byłoby sensowne, powinno trwać do końca życia pacjenta, który już raz miał nieszczęście zachorować. „Ani TK ani nawet PET mimo że nie wykazują zmian, w pewnych sytuacjach są tylko gwarancją tego, że nowotwór jest w remisji a nie wyleczony.” Tej gwarancji nie daje również chemia. Jej skuteczność w leczeniu chorób nowotworowych? Kolosalna dla firm farmaceutycznych, szpitali i innych jednostek (mam na myśli profity), dla pacjentów niewielka. „Ale tu już kłania się świadomość pacjenta i uczciwość lekarza.” Najczęściej i jednej i drugiej brakuje. Ja dodałabym jeszcze wiedzę lekarza, bo z tą też czasem bywa różnie.

    • Wracając do mojego brata. W opisie USG wykonanym na początku choroby: Wątroba bez zmian. Tak w skrócie. Obecnie tłumaczenie, że zmiany musiały być już wówczas, tyle, że nie dało się zauważyć. Gdyby zrobiono TK, dałoby się zauważyć, jeśli były.

      • „Mam na myśli operacyjne usunięcie zmian nowotworowych, potwierdzone brakiem tychże w organizmie pacjenta. Podawanie chemii aby zniszczyć komórki nowotworowe, których obecności nie potwierdzono badaniami? To jest właśnie profilaktyczne działanie, które – wybacz – jeśli byłoby sensowne, powinno trwać do końca życia pacjenta, który już raz miał nieszczęście zachorować.”
        - to jest logika pacjenta, który myśli, że jak mu guza/ zmianę wycieli to już po wszystkim. No tak nie jest. Nie da się prześwietlić całego organizmu tak, żeby mieć pewność, że jakieś komórki nie zostały.

        To może ja tak bardziej obrazowo- będzie zrozumialej :)

        Rok temu: TK czyste, markery w normie. Tylko moja intuicja mi podpowiada, że coś się dzieje a doświadczenie Doktor pozwala skierować na PET. Wyszło. Markery w normie. A wyjść też nie musiało, gdyby zmiana była niewielka, bo między badaniami upłynęły 2 miesiące. W tym wszystkim trzeba mieć „szczęście” w jakim momencie robi się badania.

        Gdybym w 1999 nie przeszła chemii i radioterapii…to miałabym szczęście i w 2008 nie zachorowałabym na innego raka! Bo już dawno Bliscy podlewaliby kwiatki na cmentarzu. I gwoli ścisłości: najzłośliwszy, wycięty w całości, ale w dwóch węzłach( wyciętych!!!) na 17( wyciętych!!!) były komórki- dlatego chemia. Bo żadnej gwarancji, że nierozlazły się dalej. Mało tego, po 3 cyklach zmiana na inny lek, bo po badaniu guza wyszło, że cholery nie dość, że złośliwe jak pierun to niehormonozależne i dzielące się z prędkością światła. Ale pamiętam słowa pani Doktor- on jest do radykalnego wyleczenia.
        W 2008 roku już nie usłyszałam do radykalnego ( prędzej, że cud ) i wiesz, w pierwszej chwili sobie pomyślałam, że nie poddam się chemii, z drugiej, miałam koleżankę, która od zachorowania przeżyła 6 lat. Koleżanka Blogerka ( to potem) 8 lat, mnie zaraz stuknie 9. A moja Bliska tylko 4. Ten sam nowotwór, choć wiadomo że u każdej inny.

        I jeszcze raz. Po operacyjnym usunięciu guza nawet badania nie dają gwarancji, że komórek już nie ma.W zależności od zaawansowania, rodzaju, stopnia, lekarz podejmuje decyzję o dalszym leczeniu. Czy zawsze słuszną? Nie wiem. Wiem, że próbuje zabezpieczyć pacjenta, albo wydłużyć mu przeżycie. Nie zawsze chemia jest stosowana. Są procedury. Nic innego w tej chwili nie ma. Chemia to zło, ale przynajmniej WYDŁUŻAJĄCA ( nie żadna gwarancja) życie. Owszem, są różne przypadki, dlatego do każdego należy podejść indywidualnie. Bo i na chemię każdy pacjent reaguje inaczej i nowotwór też. W 2009 roku po skończeniu 6 cykli chemii nie miałam badania TK czy PET a laparoskopie, lekarz naocznie patrzył czy wszystko czyste.

        Może dla Ciebie te moje 18 lat to rzecz niewielka. Ale właśnie to jej- chemii je zawdzięczam. Mimo że nie raz przeczołgała mnie porządnie. Mimo że obiecywałam sobie, że nigdy więcej.
        Aha, może jestem tą nieświadomą pacjentką a moi lekarze są nieuczciwi, bo wiesz…TK wyszło czyste, marker niziutki – komórek nie ma(?)! A ja codziennie łykam chemię, która ma za zadanie zabijać złośliwe komórki.

        Ani ja ani Ty nie jesteśmy lekarzami. Ja mam tylko trochę doświadczenia. I nie mam zamiaru nikogo przekonywać ani nakłaniać do chemioterapii. Choć nie ukrywam, że jak w zamian słyszę o leczeniu niekonwencjonalnym to dostaję gęsiej skórki. Ja opowiadam swoją historię i nieraz usłyszałam, że jestem „nadzieją” dla jakiegoś pacjenta.

        Ciągle piszesz o profilaktycznym podaniu chemii- zwał jak zwał, ale to nie są tabletki na grypę i jak nie ma wskazania to lekarz nie zaleci. Oni mają doświadczenie, procedury leczenia, pacjent staje na komisji. Może kiedyś się zmienią. Może kiedyś dojdą do innych wniosków, na razie cały świat leczy tak jak leczy. A koncerny farmaceutyczne to inna bajka.

        P.S.
        Przykre jest to co spotkało Twojego brata. Dlatego świadomość pacjenta jest taka ważna w walce z tą chorobą. Bo niestety, często musi też walczyć o badania i odpowiednie leczenie. Tyle się mówi o profilaktyce ale w praktyce jest jak jest…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>