Część pierwsza – Głupota…

Człowiek to jednak im starszy – tym głupszy.
Zaś głupota w końcu zawsze poniesie karę.
Na moja głupotę i karę za nią, złożyło się kilka czynników.

Nie wolno mi ulegać emocjom. Żadnym. Ani tym pozytywnym,
ani negatywnym.
Silne emocje zaburzają pracę mojego serca w tym samym stopniu, co
duży wysiłek. Wiem o tym od dawna, byłam o tym uprzedzona nie raz,
ale osobiście przekonałam się w trakcie oglądania emocjonującego meczu
ukochanej drużyny, z finałem na sorze.

Najpierw będzie o głupocie.
Wiem doskonale, że takie zdarzenia poruszają mnie bardziej,
niż własne nieszczęścia…
Wiem, że w obecnej sytuacji już pomóc nie mogę inaczej, jak tylko
finansowo i wiem, że w szczegóły wgłębiać się nie powinnam,
bo to się kończy źle.
Tym razem jednak nie posłuchałam rozsądku, wierząc naiwnie,
że doczytawszy do końca historię Nadziei, dotrę do szczęśliwego
zakończenia…

Niestety, szczęśliwego zakończenia nie było…
Były za to myśli natrętne, na jeden temat, bolesny ucisk w krtani
i klatce piersiowej, kołatanie serca…
Myśli nie dające się odegnać, powracające co chwila, jakby chodziło
o bliską osobę. Tak minęła niedziela, poniedziałek, a wszelkie próby
wyrzucenia z siebie bólu i złości – łącznie z wpisem na blogu – niestety
zakończyły się fiaskiem.

Finał był taki, że niechcący naraziłam na stres najbliższych,
a zwłaszcza moje dwie córki, które stały się widzami tego spektaklu,
jedna siedząc obok mnie, druga za pośrednictwem skypa, podczas naszej rozmowy.
Kiedy poczułam znane mi uczucie zapadania się w niebyt, robiłam wszystko,
aby nad tym zapanować, a przede wszystkim, żeby nie zauważyły tego córki.

Znając reakcję mam już zakodowane, aby w razie jakiegokolwiek odstępstwa
od normy, nie okazywać nic, nie chwytać za serce, zachować się naturalnie.
Czasem uczucie spadania w otchłań odchodzi i wszystko mija niezauważone,
a czasem nie i kiedy mnie się wydaje, że to opanowałam – budzę się potem
leżąc w rożnych miejscach, czasem we własnym łóżku, czasem na podłodze,
w zależności od tego, gdzie się akurat znajduję.

Tym razem się nie potłukłam, jako że wylegiwałyśmy się akurat na sofie,
pogadując sobie na Skypie. Kiedy się ocknęłam, usiłowałam jeszcze wmówić
przerażonej, płaczącej córce, że przecież tylko się na chwilę zdrzemnęłam,
co nie było przecież tak całkiem niezgodne z prawdą ;)
Fakt, że tym razem miałam dwuosobową – plus przerażony pies – widownię tej
drzemki i widownia w przeciwieństwie do mnie, doskonale widziała co się ze
mną w tym czasie działo, zaowocował tym, że spotkała mnie kara.
ale o tym w następnym poście :)

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

2 komentarzy

  1. ~roksanna · 21 stycznia 2017 Odpowiedz

    Ty wiesz, inni wiedzą a i tak dostarczają a Ty im ulegasz – emocjom znaczy się. Ot, życie. Nie da się od tego uciec ani uchronić, ale czasem warto wyeliminować.
    A człek to taki zwierz, że zawsze próbuje ile organizm wytrzyma, mimo że zna zalecenia. Ech.
    Dobrze, że dobrze się skończyło!

    • ~kobieta-nie-typowa · 21 stycznia 2017 Odpowiedz

      Bo ja się ostatnio bardzo Emocjonalna stałam :) Zwłaszcza gdzieś tak od roku, jak się rozpoczął Festiwal Głupoty.

Zostaw odpowiedź