Część dalsza – Kara za głupotę.

Ostro zaprotestowałam przeciw wezwaniu karetki, bo córka, która
w panice zapomniała wszelkich numerów alarmowych, gotowa była
wezwać po kolei: straż, policję oraz pogotowie.

Dla uspokojenia dziecka, a także aby pozostać w zgodzie z zaleceniami
lekarza, zadzwoniłam do kliniki kardiologicznej, po wytyczne.
Tam usłyszałam, żeby niezwłocznie wezwać pogotowie, lub w ostateczności
własnym transportem (byle nie za kierownicą), udać się do najbliższego szpitala.
Zgodziłam się na transport „siostrą” ;) i parę minut później trafiłam na SOR
w szpitalu, gdzie również wszczepiają kardiowertery i mają sprzęt potrzebny
do kontrolowania ich pracy.
Zostałam poinformowana, że ponieważ nie przywiozła mnie karetka, będę przyjęta
za około dwie godziny.
Ponieważ w poczekalni było „czarno” od oczekujących, nie wydawało mi się to
terminem zbyt odległym.
Zasiadłam więc pod drzwiami z napisem „Segregacja Medyczna” i o dziwo(!) po
piętnastu minutach zostałam poproszona do środka, ku oburzeniu
(całkowicie zrozumiałym) pacjentów oczekujących od rana.
Ratowniczka wyjaśniła na czym polega segregacja i emocje ucichły.

Po przeprowadzeniu wywiadu, badaniu EKG i pomiarze ciśnienia,
wykluczono bezpośrednie zagrożenie życia i zaległam w poczekalni.

Trochę trwało, zanim „obskoczono” wszystkich pacjentów i wreszcie
na korytarzuzrobiło się pusto. Czekam dalej.
Ratowniczki medyczne wyległy z soru, jedna na papieroska, inna na pogaduchy,
jeszcze inna w poszukiwaniu kawy.

Powoli korytarz zapełniał się kolejnymi pacjentami, zajęto się nimi.
Ja czekam.
Coraz bardziej zmęczona, ścierpnięta od siedzenia na twardym krześle,
i coraz bardziej wkurzona, nie mówiąc o tym, że w kondycji znacznie
gorszej niż gdy się tu pojawiłam.

Minęła już właśnie szósta godzina, kiedy moja cierpliwość się skończyła.
Oświadczyłam więc, że nie mam zdrowia czekać kolejnej godziny,
co moim zdaniem jest zupełnie bez sensu i mam zamiar udać się do domu,
zanim złapię tu jakieś choróbsko, od kaszlących, psikających
zagrypionych.
Ratowniczka medyczna, od pół godziny zajęta rozmową z ochroniarzem,
przerwała dysputę,by poinformować mnie z oburzeniem, że w takim razie
w wypisie pojawi się adnotacja o tym, że samowolnie opuściłam SOR,
nie czekając na konsultacje lekarską.
Poinformowała mnie również, że oni nie mają czasu się mną zająć,
z powodu ogromnej ilości pacjentów z zagrożeniem życia, którym muszą pomóc
w pierwszej kolejności.

Pomijam fakt, że ów ochroniarz na osobę z zagrożeniem życia nie wyglądał.
Odpowiedziałam jej na to, że wygląda to tak, jakbym po segregacji medycznej
przez pomyłkę, lub zapomnienie została wrzucona do kosza.
Już po pięciu minutach zostałam poproszona do gabinetu.
Usłyszałam tam, że pobiorą mi krew, aby sprawdzić poziom elektrolitów
i zdecydują co dalej.

Przeszłam więc na SOR właściwy, gdzie pobrano mi krew.
Na trzech z siedmiu łóżek, siedzieli pacjenci z „bezpośrednim zagrożeniem
życia”.
Usłyszałam: A teraz poczeka pani jeszcze dwie, lub trzy godziny za wynikami”.
Sarkazm w tonie ratowniczki medycznej wydał mi się całkowicie nie na miejscu,
a cała sytuacja bardziej wyglądała mi na karę niż konieczność.
Nie bardzo tylko rozumiałam za co?
Za to, że byłam głupia i posłuchałam zaleceń lekarzy?
Za to, że w ogóle się tam zjawiłam, przysparzając załodze problemu,
czy za to, że śmiałam się upomnieć o właściwe potraktowanie,
czy może za brak organizacji na sorze?
Dodam jeszcze, że od momentu kiedy przeszłam przez drzwi gabinetu lekarskiego
i pobrano mi krew, zmieniło się nie tylko miejsce oczekiwania, z krzesła
na korytarzu, na równie niewygodne wewnątrz soru, za to z dala od córki,
ale i mój status z „oczekującej na konsultację”, na „będącą pod obserwacją”.
Po chwili krzesła obok zajęli pacjenci z „bezpośrednim zagrożeniem życia”.
Po zmianie personelu, zmienił się ich status, a więc można powiedzieć
„dobra zmiana” ;)

Proszę zrozumieć. Ja naprawdę nie mam z tym problemu i nie wymagam
szczególnego traktowania. Doskonale zdaję sobie sprawę, że w tym przypadku
nie ma już mowy o zagrożeniu życia, bo mam kardiowerter, który mnie chroni.
Jednak jeśli dwóch lekarzy z doświadczeniem mówi mi, że (w moim przypadku)
nie należy lekceważyć nawet pojedynczych epizodów i natychmiast poddać się
kontroli, a miejsca gdzie się jej mogę poddać są dwa – to siłą rzeczy,
w jednym z tych miejsc się pojawię.

Jak sobie wyobrażam organizację w takim miejscu?
Bardzo prosto. Trafiam do segregacji medycznej i wiadomo, że jedyne co mogą
zrobić to ustalić czy występuje zagrożenie życia (pomiar ciśnienia, EKG i
niezbędna w tym przypadku kontrola poziomu elektrolitów).
Pobieranie krwi zajmuje od dwóch do pięciu minut, niechby nawet pół godziny,
licząc się z tym, że ratownicy mogą być akurat zajęci.
Po czym spokojnie sobie czekam na wyniki, nawet do trzech godzin.
W sumie zajmuje to – w najgorszym przypadku – cztery, a nie osiem godzin.
Znikam i jeden problem z głowy.

Oszczędzę wam szczegółów dotyczących dalszej pracy tego soru w tym dniu.
Oszczędzę wam szczegółów dotyczących moich komentarzy,
przyznaję – mocno złośliwych.
Jednak, gdy ktoś jest przekonany o własnej ważności i za nic w świecie nie potrafi
przyznać się, że coś zawalił, zapomniał, nie dopilnował, nie będzie umiał również
zachować się przyzwoicie i przyznać, że pacjent ma rację i ma prawo czuć się
poirytowany, a to w pacjencie wzbudza jeszcze większą irytację.

6 komentarzy do “Część dalsza – Kara za głupotę.

  1. mój komentarz usłyszałaś – nie będę pisać ;) I znowu -góra 20% świadomych
    Jeszcze raz Cię proszę – przyłóż guuupkom! OKi? ;)

    • Wiesz jak to działa. Im wyżej pójdę, tym mniej osiągnę. Najskuteczniej zadziałam u bezpośredniego przełożonego Znam gościa na tyle, iż nie oleje.

  2. Dlatego w takich sytuacjach najlepiej jest nagrywać (choćby i na kamerę), by mieć potem dowody… Bo słowo kontra słowo? Swój swojego kryje

    • Po kilku godzinach siedzenia, padła bateria w telefonie, bo nie pomyślałyśmy o ładowarce. Nagrywanie niewiele by dało, poza tym, mieli faktycznie co robić przez co najmniej trzy godziny mojego pobytu, więc się nie czepiałam. Poczekałam spokojnie następne trzy, a kiedy się domyśliłam, że po prostu o mnie zapomniano, byłam już zbyt zmęczona by siedzieć, kolejne i chciałam po prostu do domu, grzecznie i bez pretensji. Jednak u załogi soru, złość i pretensje wywołał fakt, że ja śmiem poddawać w wątpliwość, zasadność mojego długiego pobytu. Dlatego zostałam przetrzymana kolejne dwie i pół godziny. Nawet gdybym to nagrała, nie udowodnię, że nie mieli podstaw, bo zawsze mogą coś wymyślić. Zresztą komu miałabym się poskarżyć skutecznie? OIL? Czy prasie? Opisywanie w prasie już na tych ludziach nie robi większego wrażenia. Wolałam powiedzieć osobiście, co myślę o ludziach przekonanych niesłusznie o swojej wielkości, a skargę złożę u kierownika soru, bo tak się składa, że poznałam Go jako lekarza z najlepszej strony.

      • „Opisywanie w prasie już na tych ludziach nie robi większego wrażenia”… to mnie przeraziło, bo znaczy, że mieli już wiele takich sytuacji…

        Prokurator z powodu narażenia Twojego życia?

        Wiem, jestem naiwny…

        Mam nadzieję, że już lepiej z Twoim zdrowiem

        • Owszem, bywało. Zresztą to dotyczy wszystkich niemal szpitalnych oddziałów ratunkowych, ( patrz Rybnik, miniony weekend). Swego czasu pisałam też o perypetiach córki, na sorze w innym szpitalu. W sumie – nie narazili mojego życia, narazili mnie tylko na potworne zmęczenie i kontakt z chorymi – grypa szaleje – z jednej strony każą mi unikać miejsc, gdzie można się zarazić, a z drugiej… Z moim zdrowiem jest wszystko ok. Powiem nawet, że ogólnie jestem zdrowa jak byk :) no byłabym gdyby nie to serce. Takie akcje się zdarzają i będą zdarzać. Dla mnie problem polega na tym, że po każdym incydencie muszę mieć kontrolę. Z drugiej strony – najczęściej to się zdarza nad ranem, w czasie snu i wtedy dowiaduję się o tym przy okazji kontroli kardiowertera, po fakcie. Dla mnie to normalne zjawisko i nauczyłam się z tym żyć, tylko rodzina panikuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>