Wiara w cuda jeszcze cudu nie czyni…

Pewna Pani, lat temu ze dwadzieścia, postanowiła sprawdzić wierność małżonka,
jakiś czas temu poślubionego i darzonego wielkim uczuciem, prawie tak wielkim,
jak w czasie miodowego miesiąca.
Co ją do tego skłoniło, skoro mąż zapewniał o tak samo gorącym uczuciu (jeśli
nie gorętszym) jak w dniu ślubu?
Otóż, na wspólnym koncie zabrakło comiesięcznego wynagrodzenia małżonka.
Zapytany pokrętnie tłumaczył, że pracodawca zmienił bank i zażądał od pracowników
otwarcia kont w tymże banku.

Żona nabrała jednak podejrzeń. Wyobraźnia podsuwała jej rozmaite scenariusze,
na pierwszy plan wysuwały się te, o zdradzie, finansowaniu kochanki i być może
nawet gromadzeniu środków na rozpoczęcie nowego życia z inną.

Wynajęła więc firmę detektywistyczną, jedną z niewielu wtedy istniejących, by
ewentualny romans wyśledzić i ukrócić.

Detektywi wzięli się profesjonalnie do rzeczy i szybko się okazało, że wpływów
nie ma i być nie może, jako że pan mąż pracę dawno porzucił, sypia do południa
a dom opuszcza na krótko przed powrotem żony, po to tylko by symulować powrót
z pracy. Dobra wiadomość to ta, że nie ma żadnej innej kobiety w jego życiu,
bo pan jest najprawdopodobniej na to za leniwy.

Zbulwersowana żona zażądała wyjaśnień.

Mąż rozszyfrowany wyjaśnień udzielił, a jakże.
Opowiedział małżonce jak to nękany wątpliwościami nie do zniesienia na temat
wierności żony, nie mógł się skupić na pracy. Zamiast do pracy, zaczął codziennie
chodzić pod firmę żony i z drzewa naprzeciwko obserwować okna biura małżonki.
To miłość i niepewność kazały mu postąpić w ten sposób, a że nie da się pracować i
jednocześnie siedzieć na drzewie w zupełnie innej dzielnicy, pracę porzucił,
zarabianie pieniędzy odkładając na dalszy, bliżej nieokreślony czas.

Żona tak się zachwyciła tą opowiastką – uznawszy to za uroczy dowód miłości – że
nie dała dojść do głosu logice, która krzyczała wręcz, że małżonek to zwyczajny
leń – zwłaszcza że naprzeciwko jej biura nie było żadnych drzew.

Po co o tym wspominam?
Jeśli w coś bardzo chcemy uwierzyć, potrafimy zamknąć uszy na fakty, zamknąć
usta logice i zwyczajnie robimy za matołów. Czasem wiara czyni cuda, a czasem
budzimy się trzymając, nie wiadomo dlaczego, obie ręce w nocniku.

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

2 komentarzy

  1. ~Kara · 28 października 2015 Odpowiedz

    Fakt,nic tak nie ogłusza i nie oślepia jak właśnie CHĘĆ wiary że to co właśnie słyszymy i widzimy jest prawdą.
    Zaczynamy wierzyć w garbate aniołki,że sól jest słodka .

  2. roksanna · 29 października 2015 Odpowiedz

    Jesteśmy zwyczajnie manipulowani: bo chcemy, bo wierzymy, bo kochamy itd.
    W innych sytuacjach, gdy wyłączymy myślenie lub fanatycznie jesteśmy czemuś, komuś oddani. Bezkrytycznie. Fanatyk nie widzi wad, tylko same zalety, a za swoje ( wpojone mu przez „guru” zdanie) da się żywcem pokroić, zmieszać z błotem tych, co jego fanatyzmu nie podzielają.
    Ja się bojam fanatyzmu w każdej postaci…min. tego, że tam nie ma miejsca na tolerancję…

Zostaw odpowiedź