Jak to wygląda w praktyce, czyli bliższa ciału koszula – przynajmniej powinna być…

„Nic z tym nie zrobię, bo…”
Wiele razy słyszałam to z ust kobiet zdradzanych, czy będących ofiarami przemocy domowej.
Nic z tym nie zrobię, bo sama sobie nie poradzę, nie mam gdzie pójść, nikt mi nie pomoże,
nie zdołam utrzymać siebie i dzieci…
To najczęstsze argumenty za pozostaniem w chorym, czy niebezpiecznym związku.
Jeśli w grę chodzi tylko zdrada – trzeba zadać sobie pytanie: Jak bardzo mnie to rani i
czy nie będę z tego powodu cierpieć. Jeśli nie to w porządku.
Często kobiety, które połowę swojego życia poświęciły na prowadzenie domu,
dbanie o rodzinę i jej wygodę, nie mają ochoty zostawiać wszystkiego tylko po to,
by wszystko zaczynać od nowa. Z mężem już żadne uczucie nie łączy, a dobro i spokój dzieci
są na tyle ważne, że kobiety wolą udawać że wszystko w porządku, układając sobie życie obok.
Skoro nie cierpią – mają do tego prawo. Nawet z pobudek materialnych.
Życie to nie powieść Mniszkówny. Nie ma obowiązku umierać z powodu nieszczęśliwej miłości,
czy podobnych nieszczęść.

Jednak czasem za decyzją pozostania kryje się strach i bezradność, wynikające
z nieznajomości swoich praw. Bo prawo jest i stoi po stronie pokrzywdzonej.
Gorzej z jego egzekwowaniem i interpretacją.

Inaczej sprawa się ma w przypadku przemocy w rodzinie. Tutaj kobiecie nie wolno myśleć
„Jakoś to będzie”- w grę wchodzi życie i zdrowie zwłaszcza jeśli są dzieci.

Jak to wygląda u Niemców, naszych bliskich sąsiadów?
Kobieta będąca ofiarą zgłaszając ten fakt, już do oprawcy nie wraca.
Trafia wraz z dziećmi do specjalnego ośrodka na początek – a delikwentem zajmują się od razu
odpowiednie organa – po czym dostaje taką pomoc od państwa, iż nie musi się martwić,
że sobie nie poradzi. Łącznie ze wsparciem psychologicznym.
Oczywiście sprawca przemocy, przynajmniej w dwóch trzecich partycypuje w kosztach tej pomocy.

Jak to wygląda w Polsce, gdzie istnieje – przynajmniej teoretycznie – cały system pomocy,
łącznie z niebieską kartą?
Ofiara, z jednej strony jest nakłaniana do zakładania zeznań obciążających kata – z drugiej zaś
jest informowana, jak to wygląda w praktyce, czyli o tym, że do rozprawy a i po niej
z pewnością również, będzie mieszkała z katem pod jednym dachem, że sądy najczęściej wydają wyroki
w zawieszeniu, a dopiero wielokrotna recydywa trafia do więzienia.
Tyle tylko, że najczęściej ofiara jest już tak nastraszona przez kata, że albo wycofuje zeznania
przeciwko niemu, albo kolejny raz już się nie wygłupia.

Przekładając to na logiczny język, brzmi to mniej więcej tak:
„Wnieś oskarżenie, ale przygotuj się na to, że staniesz na linii ognia, który od tej chwili
będzie raził ze zdwojoną siłą. My interweniujemy jeśli tylko zdołasz nas zawiadomić. Jeśli
nie zdołasz, jeśli nawet Cię zabije, to tym lepiej, bo wtedy na pewno zostanie skazany i Twoja
śmierć nie pójdzie na marne pozwoli bowiem wyrwać chwasta ze społeczeństwa, na co najmniej
kilkanaście lat odsiadki, która może się skończyć nawet po kilku latach, jeśli będzie na tyle
mądry,że dobrym sprawowaniem udowodni sukces resocjalizacji. Jeśli bardziej zależy Ci na życiu,
niż wyeliminowaniu chwasta – możesz się bronić, bacz tylko abyś z tą obroną nie przesadziła,
bowiem – jeśli go zabijesz – z ofiary stajesz się katem i to Ty trafisz na długie lata do
więzienia, a Twoje dzieci do państwowej placówki opiekuńczej. O ile rodzina nie wyrazi chęci
zaopiekowania.

Rodzina.
No właśnie, jeśli jest – może pomóc, ale czy ją na to stać, aby wziąć (jestem ze szkoły
pruszkowskiej – przepraszam) na barki utrzymanie drugiej rodziny, przynajmniej do czasu
otrzymania środków z funduszu alimentacyjnego, bo przecież kat nie będzie dobrowolnie płacił,
chociażby za karę, a żaden komornik nie będzie sobie zaprzątał tym głowy, bo sprawa wymaga
wysiłku, a pieniądze z tego żadne. Zresztą – jeśli zapłaci choć kilka razy w ciągu roku małą
kwotę – nic mu nie zrobią, płaci tyle na ile go stać.
W tym wypadku nic z funduszu się nie należy, co najwyżej jakiś zasiłek z MOPSU.
Nawet jeśli rodzinę stać, to nie zawsze ma ochotę na taki bigos, a słyszałam też o przypadkach
namawiania ofiary właśnie przez rodzinę, aby się nie wygłupiała, bo co zrobi, jak się uda i
oprawcę ukarzą, a co nie daj Boże jeśli się nie uda i oprawca ją ukarze?

Nie napisałam tego, aby kogokolwiek zniechęcić, ale żeby pokazać różnicę jak działa prawo w
dwóch sąsiadujących ze sobą państwach. Można to tłumaczyć zamożnością jednego i biedą
panującą w drugim, ale nie wszystko się da wytłumaczyć materialną stroną, a po drugie
Skoro Polska jest biedna – to dlaczego?
Skoro jest za biedna, żeby pomagać własnym obywatelom, to dlaczego chce wziąć pod swoje skrzydła
ogromną ilość uchodźców z Afryki?
Jeśli Polski nie stać na pomoc rodzinie – woli zniszczyć biedną choć kochającą rodzinę, rozdzielić
i za jeszcze większe pieniądze umieścić w rodzinie zastępczej – dlaczego oferuje pomoc znacznie
przewyższającą dochody większości swoich obywateli?

Jeśli już pomoc, to dlaczego nie objąć nią tylko dzieci? Że rozdzielanie rodzin jest nieludzkie?
Czyżby?

Jestem zdania, że aby człowiekowi pomóc, należy dać wędkę – nie rybę.
Skoro wędki nie chce, jego sprawa i może jeszcze bardziej jego bogatych braci w wierze.
Bardziej niż Europy. Bardziej niż Polski.
Że Polacy w czasach drugiej wojny…? Szli walczyć a nie po socjal (za wyjątkiem może
polskiego rządu na uchodźstwie i garstki arystokracji)i walczyli ofiarnie na wszystkich
frontach, nawet za tych, co się na Polskę wypieli zadnią częścią w trzydziestym
dziewiątym. I później również się wypieli.
Że za komuny również…? DO PRACY, NIE PO SOCJAL I UTRZYMANIE jechali Polacy za granicę.
I wykonywali najgorsze prace, nawet ci wykształceni.
Że ludzką rzeczą jest pomagać i dzielić się? Owszem, ale ta pomoc musi mieć rozsądne granice
i zanim obejmiemy nią tych, co nam w podzięce za lat kilka mogą uciąć głowy, zacznijmy może
od swoich? Czy bez głowy będziemy bardziej ludzcy? Czy może ktoś nam za to kiedyś pomnik
postawi? Czy my może mamy obowiązek poczuwać się do winy za ich sytuację?

Może zacznijmy wreszcie myśleć o sobie i wyciągać wnioski z błędów innych, zamiast ulegać
ich szantażom?
Niech raz chociaż nie sprawdzi się powiedzenie „Mądry Polak po szkodzie”.

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

7 komentarzy

  1. ~Kara · 6 września 2015 Odpowiedz

    Jak zwykle dotykasz rzeczy które znam osobiście,więc wiem to i owo o tym.
    Nie jest łatwo uwolnić się ze związku pełnego przemocy.Policja wręcz odradzała mi składanie zeznań,twierdząc że potem będzie jeszcze gorzej a ono ochrony mi nie dają.Udało mi się zakończyć wszystko w sądzie.Wyrok? Niska grzywna,zawiasy i zakaz zbliżania.
    Można się uwolnić,ale trzeba chcieć-to jak z alkoholikiem,dopóki sam nie chce to nikt mu nie pomoże.
    Ze zdradą różnie bywa-dla mnie jest to jednoznaczne z końcem związku,nie ma przebacz.Ale znam i takich co im to nie przeszkadza.
    Natomiast co do tego co się teraz dzieje to jestem przerażona.Takiego zaślepienia i głupoty to nawet w czasie wojny nie było.Tydzień temu,dwa,miesiąc rok-pełno wszędzie o tym ,że islamiści zamordowali,zgwałcili,w Paryżu podpalali.A teraz nagła amnezja popychana galopującą sklerozą?Teraz przepraszam co?Zmienili się? U nas będą inni?
    W imię czego mam narażać siebie,swoją rodzinę?Dlatego że jakiś ryży polityk z iną głupią babą mają pełne spodnie i boją się powiedzieć „nie”?
    Przez źle pojętą solidarność za niedługo mam bać się wyjść z domu?
    Tylko czemu nikt nie słucha ludzi? To nie są pojedyńcze głosy ,że nie chcemy tu uchodźców,nikt ich nie chce.Nie chcemy np my,Węgrzy,Brytyjczycy,więc czemu na siłę się ich wciska?
    Dlaczego nikt nie pomoże im pozbyć się problemu w ich kraju? Bo oni tego nie chcą. Bo to nie jest ucieczka to jest atak.
    I szczerze powiem,jak zaczną nas kamienować bo pogadasz z kumplem na ulicy,jak zaczną obcinać głowy bo masz za duży dekold (ich zdaniem) to że zaczną od tych co ich tu sprowadzili.

    • kobieta-nie-typowa · 7 września 2015 Odpowiedz

      Ja wiem, że nie wszyscy muzułmanie to fanatyczni zwolennicy świętej wojny. Tak nie jest, ale kto nam zagwarantuje, że przyjmiemy tylko pokorne owieczki, pragnące bezpieczeństwa i spokoju ponad wszystko? Tak się składa, że osobiście znałam trzech, jeden z nich otwarcie mówił, że powinnam pomyśleć o zbawieniu i przejść na islam, bo to jedyna wiara, która je może zagwarantować i wkrótce cały świat, będzie ją wyznawał. Dotknęłam tylko wierzchołka góry lodowej, bo różnice w systemie które chciałam pokazać to nie tylko to co wzięłam za przykład. Jest ich znacznie więcej na korzyść państw rozwiniętych bardziej niż nasz. Skoro więc one nie do końca sobie z tym radzą, usiłuję zrozumieć jak poradzimy sobie z tym my – kraj, który nie potrafi okiełznać domowych terrorystów, katów rodzin.

      • ~Kara · 7 września 2015 Odpowiedz

        Ja wiem,że nie każdy zaraz bedzie latał z maczetą,wszędzie są dobrzy i źli.
        Tylko właśnie skąd wiedzieć tak na prawdę który jest który i jaka gwarancja że na obcej ziemi jednak nie zacznie mu „odbijać”?
        Nie radzą sobie z terrorem we własnym kraju,nikt tego terroru powstrzymać nie potrafi.Fanatykom nie zależy na własnym zdrowiu,życiu,na życiu bliskich-każdemu są w stanie założyć pas z dynamitem. A rząd na co liczy?Że przyjdą pod okienko i powiedzą ” ja i mój brat bedziemy mordować ale wujek nie bo was lubi”?.
        Poza tym jeśli zamieszka obok JEDNA rodzina to oni będą starali się upodobnić do pozostałych.Jeśli jednak zamieszka kilka tysięcy to zaczną narzucać nam swoje zwyczaje-co już zostało pokazane w innych miejscach.
        Dlaczego młodzi,zdrowi,silni faceci uciekają zamiast walczyć ?
        A najgorsze jest to,że tak naprawdę dla nas ich sposób życia,religia są dla nas tak bardzo obce że nie jesteśmy w stanie ich zrozumieć.Tak samo jak nasze życie dla nich.I tego nie da się połączyć.I co,czekają nas nowe krucjaty????
        Ślepota i źle pojęta solidarność wyrządzi tyle zła że chyba czas planować zakup działki na Księżycu :D
        Zastanawia mnie dlaczego nikt tym ludziom nie próbuje pomóc w ich ojczyźnie? Czemu brack barack tam nie zrobi rozpierduchy? Przecież to oni zaczęli wszystko.
        A najlepiej na wszystkim wyjdzie Matuszka Rasija.
        Różnice o których piszesz są ogromne.I będą coraz większe bo np Niemcy dbają o swój naród,o dzieci,tworzą warunki żeby ludzie nie musieli wyjeżdżać.Tu rząd udaje że jest dobrze w myśl zasady ” ja ja tego nie widzę to znaczy że tego nie ma”.
        Mój znajomy zwykł mawiać „chcesz zniszczyć Polskę daj rządzić Polakowi” i miał dużo racji.

  2. ~Phoenix(L)k · 7 września 2015 Odpowiedz

    jak (prawie;) zawsze 100% racji…

    Co do niebieskiej karty… policjantom zdarzało się przegapić podbite oko…

    Co do muzułmanów…
    1) Czemu większość z nich to młodzi faceci?? Zostawili swoje rodziny na terenie wojny??
    2) czemu nie zostają w najbliższym kraju wolnym od wojny??
    3) czemu my obrywamy za to, że nie chcemy pomóc ludziom poszkodowanym przez wujka sama??

  3. ~Azariani · 7 września 2015 Odpowiedz

    Przemoc w rodzinie.
    Policja najczęsciej stara się unikać interwencji jakichkolwiek. Jak dla mnei o takiej sytuacji nie wolno milczeć a walczyć o swoje życie. W spokoju ducha i psychiki.

    Co do Uchodźców…… zgadzam się z pytaniami Phoenixa i odpoiwem bo to jest najazd a nie uchodźctwo.

  4. ~roksanna · 7 września 2015 Odpowiedz

    Polska nie jest przygotowana – to fakt. Ba!, nawet Europa nie jest na tak dużą falę uchodźców.

    Mnie jednakowo, a może bardziej, przeraża u większości niechęć i wrzucanie wszystkich ( uchodźców do jednego worka – w imię chrześcijańskiej solidarności- jak to, że ta fala może zalać nasz kraj i Europę. Strach, obawa rodzi agresję. Dla mnie mimo wszystko niepojętą.
    Boję się krótkowzroczności.
    Z każdej strony.
    Jest problem, który trudno będzie rozwiązać. I boję się tych rozwiązań.

    Na przemoc w rodzinie jest po prostu przyzwolenie w społeczeństwie. Tak zostali wychowani, że klaps, uderzenie, rozwiązywanie konfliktów poprzez przemoc jest usprawiedliwiana i wybaczana. Dlatego nawet służby, które powinny odpowiednio reagować- często tego nie robią. Ofiara rzadko ma wsparcie nawet wśród najbliższych. Dopóki to się nie zmieni, to żadne instrumenty prawne nie zadziałają, bo nimi posługuje się człowiek.

  5. ~Bania Luki · 7 września 2015 Odpowiedz

    jeszcze skuteczniej chronią przed przemocą w rodzinie Norwegowie – vide polscy rodzice…

Zostaw odpowiedź