Areszt, nawet najkrótszy, nawet w przyjaznym miejscu, to zawsze areszt

Areszt, wbrew oczekiwaniom trwał trochę dłużej. Z dwóch, ewentualnie trzech
dni zrobiło się osiem, a po zwolnieniu z ZK kolejny areszt – tym razem domowy
- nałożyła na mnie pogoda, serwując nam nieziemskie upały.
W areszcie dojrzałam. Kolorem przypominam śliwkę. Efekt inwazyjnych badań,
tych niezbędnych i tych niekoniecznie… W końcu NFZ płaci za niektóre tortury
całkiem sporo, więc dlaczego aresztanta oszczędzać.
Jednak ze wszystkich szykan, którym mnie poddawano, do najbardziej uciążliwych
należała głodówka, niezbędna dla przeprowadzenia badań i zabiegów. Uciążliwa
dla mojego żołądka, zwłaszcza po sporej ilości leków przyjmowanych na czczo.
Czas oczekiwania na tortury – codziennie do późnego popołudnia.
Odniosłam wrażenie, że diagnostyka w szpitalach odbywa się tylko po południu.

Leki. Z natury jestem sobą obdarzającą osoby kompetentne pełnym zaufaniem.
W praktyce wygląda to tak, że łykam wszystko co przyniesie mi personel medyczny,
bez dociekania i pytań. Nie wszyscy tak mają i jak się okazuje – nie bez
racji. Niektórym – mocno zakręconym pielęgniarzom – zdarzają się pomyłki.
Dlatego też po odkryciu przez jedną z pacjentek, że apetycznie wyglądające
cukiereczki, które otrzymała, nie do końca są tymi, które zlecił lekarz –
większość pacjentów dokładnie sprawdziła zawartość rozdzielonych kieliszków.
Większość, ale nie ja. Dlatego też stwierdziłyśmy zgodnie, że jeśli – zamiast
spać spokojnie – będę w nocy gonić smoki po oddziale, należy zgłosić zdarzające
się pomyłki, dla dobra reszty osadzonych.

Odwiedziny bez ograniczeń – oczywiście w sensownej porze, wyłączywszy godziny nocne.
Przy okazji odwiedzin dowiedziałam się, że automat z kawą ma ograniczoną wydajność i
osobom napędzanym kawą niekoniecznie może służyć za dystrybutor:)))
Drugie, dokonane przy okazji awarii odkrycie dotyczące wspomnianej machiny przelało
czarę goryczy pozbawionych ulubionego napoju aresztantów. Okazało się, że cwaniak
automat oszukiwał nas lejąc połowę należnej porcji, gdy tymczasem inny uczciwie
i za te same pieniądze… Ehhh… i jak tu wierzyć ludziom, skoro nawet maszyny oszukują;)

Areszt opuściłam oczywiście jako ostatnia, na długo po zniknięciu wszystkich
szczęśliwców i w takim pośpiechu, że jeszcze tego samego dnia musiałam wrócić
po resztę zapomnianych rzeczy, w tym ładowarki do telefonu.
Z perspektywy areszt nie wydaje się straszny – pomijam ograniczenie wolności,
zniweczone plany i oczywiście tortury.
Dzięki współwięźniarkom, którym nie przeszkadzało świeże powietrze i były na tyle
poważnie chore, aby zrozumieć innych (brak postawy roszczeniowej, ogromny dystans do
siebie i niesamowite poczucie humoru), dzięki personelowi złożonemu w stu procentach
z niesłychanie życzliwych osób, naprawdę znakomitych lekarzy, którzy nie muszą w
żaden sposób podkreślać swojej ważności – udowodnili ją sposób bezsprzeczny ratując
wiele ludzkich istnień. Wiem, że będę tam wracać do skutku (nieważne w tej chwili jaki
będzie), bez obaw i z pełnym zaufaniem.

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

7 komentarzy

  1. ~Kara · 4 sierpnia 2015 Odpowiedz

    :D
    Jak to dobrze,że wróciłaś naładowana optymizmem i dobrym humorem.
    Ty to naprawdę jesteś zwierz ufny jak widzę,ja bym sprawdzała czym mnie karmią :D

    • ~Bania Luki · 4 sierpnia 2015 Odpowiedz

      Niestety wygląda na to, że Żmija z Kobiety farbowana. Nigdy nie widziałam człowieka bardziej ufającego i do tego bezwarunkowo służbie zdrowia :D

    • ~kobieta-nie-typowa · 4 sierpnia 2015 Odpowiedz

      Nie ufam wszystkim, a w tym wypadku moje zaufanie jest usprawiedliwione. Nawet opisana prze ze mnie pomyłka okazała się tylko niedoinformowaniem pacjentki przez lekarza prowadzącego – zapomniał wspomnieć o dopisaniu do zlecenia leku osłonowego na żołądek.
      Pacjenci jednak dokładnie sprawdzili zasadność połknięcia każdej tabletki:) oraz wiarygodność powszechnie uznanego za mocno zakręconego sanitariusza. Widocznie nie mają powodów do bezwzględnej ufności. W tym jednak wypadku okazało się, że jest ok. a jego zakręcenie nie dotyczy poważnych spraw.
      Służba zdrowia , jaka jest każdy jest każdy wie, ale to wcale nie znaczy, że w całej rozciągłości. Dowodem na to jest choćby to, że ludzie jadą często nawet czterysta kilometrów, aby się leczyć właśnie tu. Bez obawy – żmije co prawda jadowite są, ale nakarmione nie szukają powodu, aby ukąsić:)))
      trzeba żmiję sprowokować, lub nadepnąć na ogon;)

  2. ~roksanna · 4 sierpnia 2015 Odpowiedz

    Z racji pogody zanosi się na kilkudniowy areszt domowy- ale domowy nierówna się z ZK ;)
    Podobnie jak Ty mam spore zaufanie do wykonywanych czynności medycznych wobec mojej osoby, ale…Gdy sam personel uczula, by być świadomym tego co się dostaje, to pilnuję co mi w żyły dają ;) A w kłuć, ze względu na żyły, to nie dam sobie robić bez potrzeby!
    Dobrze, że już jesteś w domu :)

  3. ~Azariani · 4 sierpnia 2015 Odpowiedz

    Aż niemożliwe, że piszesz o polskiej służbie zdrowia. Dla mnie to obraz nędzy i rozpaczy. No chyba, że leki jakie Ci dawano miały wpływ na postrzegane otoczenia ;)

  4. ~Phoenix(L)k · 5 sierpnia 2015 Odpowiedz

    Obyś jak najrzadziej była „aresztowana”…

    • ~kobieta-nie-typowa · 5 sierpnia 2015 Odpowiedz

      Choć areszty bywają lepsze i gorsze, nikomu nie życzę konieczności przebywania, nawet w tych najlepszych.

Zostaw odpowiedź