Matko Polko idź po rozum…

Dokonałyśmy prowokacji. Na stronie dla młodych i przyszłych mam, zadałyśmy
pytanie, czy można sobie załatwić cesarkę na życzenie. Reasumując – na sto głosów
krytycznych, przypadały dwa prezentujące zrozumienie i na temat.

Wychodzi – w  dużym uproszczeniu oczywiście – że matką zostaje się poprzez ból i
cierpienie, zaś pochwa kobiety służy do rodzenia, a nie „wkładania fiuta” – cytat.
Pytanie jak ona zdołała zajść i urodzić, bez udziału „fiuta”.

Generalnie chodziło o sytuacje, gdy pomimo wskazań medycznych, lekarze odmawiają
cesarki, narażając tym życie i zdrowie matki i dziecka. Jestem tego najlepszym  przykładem
i sama będąc przez takie podejście okaleczona – chciałabym tego oszczędzić w przyszłości
moim córkom.

Wiem, że w niektóre kobiety poza urodzeniem dziecka nie mają na swoim koncie żadnych
znaczących osiągnięć  ale odmawianie tym, które zostały matkami  w sposób inny niż
poród naturalny prawa nazywania siebie matką – to już chyba gruba przesada. Wiem jak
podchodzą  do problemu lekarze – większość z nich ma na względzie własny komfort i
ułatwienie pracy sobie, a nie komfort rodzącej i jej dziecka.
W tym względzie zmienia się wiele, ale jeszcze bardzo powoli.

Najgorsze jednak są w tym wypadku same matki, czyli tak zwane Matki Polki -
- cierpiętnice z miłości do własnych dzieci. Bo bez cierpienia nie ma miłości.
Znaczy to ni mniej ni więcej, że jeśli cierpiałaś po cesarce – Twoje cierpienie
jest nieważne, bo nie zostałaś przez nie matką!

Moje drogie cierpiętnice! Matką zostaje się poprzez wychowanie, miłość i
odpowiedzialność  za małego człowieka, a nie – automatycznie –  poprzez jego
przejście przez drogi rodne.
Nie bez racji jest stare powiedzenie, że nie ta matka co urodziła, ale ta
co wychowała.
Jak wobec waszych teorii uznać matką kobietę która adoptowała dziecko?
Czy któraś z was, w swoim procesie myślowym zahaczyła chociaż o taką
ewentualność? Czy w swojej głupocie posuniecie się  do tego, by pomimo miłości
i poświęcenia jakie te kobiety ofiarują swoim – acz nie osobiście urodzonym dzieciom -
- odmówić im prawa nazywania się matką?

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

9 komentarzy

  1. ~Bania Luki głupie jak to Bania :) · 9 lipca 2015 Odpowiedz

    Kobieto Bezcenna! Nie mogłaś ominąć? Matka, bo urodziła? Nieważne, czy drogami naturalnymi, które penetrował fiut, czy cesarką (nie z matki urodzony – patrz Makbet)? A może ta Matka, co ukochała?

    • ~kobieta-nie-typowa · 10 lipca 2015 Odpowiedz

      Znasz takie matki, których jedyną zasługą jest to, że urodziły? Uważają, że za sam fakt świat powinien je nosić na rękach i stawiać im pomniki. Mają się za ideał, są niezwykle krytyczne i wredne dla innych matek, niedostatecznie dobrych ich zdaniem, bo… lub tych co nie rodziły, choćby w tym czasie wynalazły lek na nowotwory, czy chroniczną głupotę. Dla „Mamuśki” to niewystarczający powód, by uznać taką za pełnowartościową kobietę.
      Musi urodzić – koniecznie w bólach, musi karmić z cyca – koniecznie na oczach gawiedzi i koniecznie żeby cyc był widoczny, żeby nikt nie pomyślał, że oszukuje, musi być wszędzie, nawet w miejscach niekoniecznie właściwych dla jej dziecka, któremu przez fakt właściwych narodzin okazała należną miłość i gdy ono tylko dorośnie na tyle, że można będzie wymagać – ona już mu pokaże kto na tym świecie zasługuje na najważniejsze, najwyższe piedestały. Mówiąc krótko – tak postępują panie, wyposażone przez naturę wyłącznie w drogi rodne. Szacunek dla tych które kochają, troszczą się i WYCHOWUJĄ, a w międzyczasie jeszcze robią inne rzeczy – np. pracują zawodowo, czy po prostu myślą.

  2. roksanna · 10 lipca 2015 Odpowiedz

    A niech mnie „Mamuśki” nazywają jak chcą, to ich problem.

    Się urodziłam przez cesarkę, sama dwoje swoich dzieci urodziłam przez cesarkę, Tuśka urodziła przez cesarkę…:D Wszystkie miałyśmy na życzenie: ja z Mamą na życzenie lekarzy, a Tuśka na swoje i lekarza. Pamiętam jak po porodzie Tuśki, jeszcze jak byłam na łóżku niechodząca, odwiedzili mnie dwaj zaprzyjaźnieni profesorzy medycyny, jeden Naczyniowiec, drugi Ortopeda. Naczyniowiec kazał mi „chodzić w łóżku”, a Ortopeda stwierdził, że jakby mógł, to wszystkim kobietom zalecał by rodziły przez cesarkę, wtedy mniej niemowlak,ów, dzieci trafiałoby z uszkodzeniami do Niego.
    No i tyle na ten temat, bo kompletnie nie interesuje mnie czy ktoś uważa wyższość porodu naturalnego nad porodem przez cesarkę z powodów innych niż medyczne- a te tylko w stosunku do konkretnej rodzącej a nie do ogółu.

  3. ~Azariani · 10 lipca 2015 Odpowiedz

    Temat jak dla mnie trochę obcy. Jako ten od „fiuta” nie bardzo jestem upoważniony do mówienia, który poród jest lepszy. Mój synuś rodził się naturalnie, ale tylko dlatego, iż lekarze nie stwierdzili problemów u dzidzi jak i, co ważne, u mamy. Sama obecnie nie żałuje, a cesarki się bała bo to w sumie operacja w pewnym sensie i też nie chciała mieć blizny na brzuchu. Jak zdecydowała tak się stało, a moim zadaniem było trwać i dodawać otuchy – bo co ja tam wiem o tym całym bólu.

    Co do nazewnictwa – każda kobieta nosząca w sobie dziecko jest matką, tak jak i każda, która zaadoptowała staje się matką. Idąc tym tokiem to ojciec po porodzie cesarskim też nie ma prawa być ojcem lub ten co adoptował tez nie jest tatą. Widać, że marcepan u niektórych ma wyraźne nadgryzienia i braki „cukiernicze”.

    A teraz brutalnie:
    Trzeba zwarzyć, że natura tak to wymyśliła, by eliminować słabsze geny automatycznie stąd poród drogami natury jest trudniejszy i bardziej niebezpieczny. Jeżeli dziecko było słabe, selekcja naturalna robiła swoje, jeżeli matka miała problemy zdrowotne, również przesiewały się przez selekcję naturalną. Tam gdzie geny wpasowały się idealnie kobiety nie miały problemów z porodem, same będąc genetycznie sprawnymi.
    Mężczyźni ginęli na wojnach, pierwszych ich mordowano w najazdach, silni byli górą nad słabszymi. Ci co przeżywali poród i młodzieńcze lata byli zdolni przetrwać wystarczające długo by przekazać silne geny dalej. To się chyba nazywa ewolucja.

    Obecnie jest tak, iż w sumie większość dzieci/matek można uratować, stąd tak często pojawiają się takie ułomności, że człowiek niedowierza. Potem np. Polsat puszcza nam rzewne reklamy z chorymi dziećmi. Kiedyś zwyczajnie takie dzieci nie przeżywały.

    Nie mówię, iż nie mają prawa do życia, mają, tylko to prawo często nadaje im się siłą czym człowiek gwałci naturę. W większości przypadków, takie dzieci nie są świadome, że istnieją. I aż strach pomyśleć jak bardzo egoistyczny jest rodzic godząc się na takie dziecko. Czytałem, nie raz wypowiedzi matek o tym że tak bardzo chcieli dziecka, że nawet ułomne było/jest dla nich skarbem. Potem się okazywało, że już nie dają rady się opiekować i takie dziecko ląduje w hospicjum lub innych podobnych przybytkach.

    Moi dziadkowie czy nawet jeszcze rodzice nie przypominają sobie by na osiedlu/dzielnicy były jakieś dzieci ułomne, chore od narodzin jakoś ciężko. A jak już zdarzyło się widzieć takie dziecko to była to sensacja na cała dzielnicę. Teraz mnie to bawi, ale pra babcia podobno mawiała, że bóg ukarał takich rodziców bo grzeszyli. Dziś wiadomo ze to kwestia genów i błędnego spasowania chromosomów.

    pzdr

  4. ~Kara · 10 lipca 2015 Odpowiedz

    Rodziłam dwa razy,jak to mawiał mój Pan doktor „dołem”.I nie uważam się z tego powodu bardziej matkowata niż te co są po cesarce. Moim zdaniem nie tylko wskazania medyczne powinny być wyznacznikiem cesarki.Każda z nas ma też inny,indywidualny próg bólu,więc dlaczego ma skazywać się na boleści porodu naturalnego jeśli wie że ten próg ma bardo niski.
    Inna sprawa,że nie każda która urodziła automatycznie jest matką.Znam takie,które co chwila są w ciąży,rodzą,opieka dziecko zabiera.”Rodzice” jakiś czas piją za becikowe,potem kolejna ciąża,i tak w kółko.

    I na koniec muszę oddać słuszność Azariani bo się z nim zgadzam.Kiedyś natura sama robiła „selekcję”,wszelkie poronienia nie były niczym innym jak eliminacją słabych osobników- jakkolwiek niemiło to brzmi.Wszystkie choroby także były aby „pozbyć się” słabych.
    Teraz medycyna poszła do przodu.W wielu wypadkach chwała za to,za wszelkie przeszczepy ratujące życie.
    Tylko naprawdę mimo tego że sama mam dzieci za cholerę nie rozumiem po co na siłę utrzymywać ciążę skoro już dawno wiadomo że dziecko będzie „żyło”- będzie ciężko upośledzone,nieświadome? Chyba tylko po to żeby taka „mamusia” skazująca to dziecko na męczarnie mogła potem popłakać przed kamerą jaka to ona biedna,jak jej ciężko i „kochani ludzie posyłajcie pieniążki bo mnie brakuje a pracować nie mogę/mogę ale nie chce mi się bo chowam się za dzieckiem”.
    A kobietą z dziećmi w ciężkiej sytuacji nie zainteresuje się pies z kulawą nogą.Bo ona dzieci ma zdrowe to niech je przywiąże do drzewa i zapiernicza na 3 etatach.Albo opieka niech zabierze,bo są za biedni.

  5. Marta · 14 lipca 2015 Odpowiedz

    „Nie bez racji jest stare powiedzenie, że nie ta matka co urodziła, ale ta co wychowała”…Zgadzam się z tym co napisałaś. Sama Mamą nie jestem i raczej nie zostanę…Ale tak zdecydował ktoś tam na górze. Ale uczestniczę w wychowaniu dziecka partnera, staram się być godną i dobrą macochą, ponadto sama zostałam wychowana przez osobę, nie będącą rodziną z krwi i kości, więc również uważam że nie liczy się to kto jest zaznaczony na akcie urodzenia, liczą się te matki, ojcowie, opiekunowie, którzy poświęcili się by wychować takie osoby jak ja…I choć czasem czuję się gorsza przez to, że matką nie jestem, kocham pewną dziewczynkę tak, jak by była moja…Wiele jest matek, które urodziły i wiele jest matek, które wzięły pod skrzydła „obce” pociechy. Nieważne w jaki sposób zostaje się Matką, ważne by być dobrą matką, pełną ciepła, empatii….

    • kobieta-nie-typowa · 14 lipca 2015 Odpowiedz

      Ależ Ty jesteś matką. Na pewno nie gorszą niż biologiczna, skoro zaakceptowałaś dziecko partnera jak swoje.

      • ~Kara · 14 lipca 2015 Odpowiedz

        Jak nie jesteś matką???? Kochasz,wychowujesz,ubierasz,karmisz,chodzisz do lekarza,szkoły,wycierasz łzy,opatrujesz stłuczone kolana,śmiejesz się,przytulasz i robisz cały milion innych rzeczy więc jesteś matką.A że nie Ty rodziłaś? Nie poród czyni matką. Tak jak i z „właściciela” spermy nie czyni automatycznie tatą.
        Moja koleżanka miała takie fajne powiedzenie „każdy facet może zostać ojcem, ale nie każdy może być tatą”.

Zostaw odpowiedź