Nie zazdroszczę

Coraz trudniej mi  zrozumieć ludzi. Siebie też.
Jeszcze niedawno twierdziłam, że koniec ze współczuciem w stosunku do
niektórych osób, bo nie zasługują na współczucie ci, co robią świństwa innym,
a dziś stwierdzam, że mimo wszystko są sytuacje, kiedy najgorszej kanalii nie
sposób nie współczuć.

Nie jest już nastolatkiem i od kilku lat twierdzi, że jego największym marzeniem
jest założenie rodziny i jest gotów zrobić wiele, aby marzenie swoje zrealizować.
Czy sposób w jaki do tego podchodzi jest równie dojrzały jak jego zamiary – to już
zupełnie inna broszka.
Prawdą jest, że im bardziej się stara – tym większe rozczarowanie go spotyka.
Dlaczego tak jest  - nie wiem. Wiem tylko co mnie się w tego typu mężczyznach
nie podoba, ale to moje subiektywne odczucie i być może jego wybrankom nie
podoba się coś zupełnie innego.

Fakt – nie zawsze i nie wobec  wszystkich swoich wybranek był do końca uczciwy,
ale w ogólnym rozrachunku to raczej on pozostawał na lodzie po każdym niemal
mega szczęśliwym, ale zawsze krótkim związku. Nie raz i nie dwa został perfidnie
wykorzystany  finansowo, co tylko powiększyło jego problemy i długi,
niezmiennie mu towarzyszące z powodu wielkiej rozrzutności.

Ostatni związek, z dziewczyną bardzo młodą, mającą   dziecko z poprzedniego
związku,  zapowiadał się – jak wszystkie  zresztą dotychczasowe – wprost
nieziemsko szczęśliwie.
Pierwszy zgrzyt nastąpił po niespełna trzech miesiącach znajomości, kiedy
po wspólnie spędzonym w Polsce urlopie powrócił do siebie, a mimo
czułego pożegnania – jego Pani bez słowa zerwała wszelkie kontakty,
po czym odezwała się znowu – przepraszając i tłumacząc dość dziwnie
powód swojego milczenia – po dwóch miesiącach milczenia, gdy tymczasem
on budował sobie szczęście w nowym związku.

Co dla trzeźwo myślącego człowieka wydaje się argumentem dość dziwnym
i mocno naciąganym – dla zakochanego jest jak najbardziej zrozumiałe i
logiczne. Miłość zakwitła na nowo, poczynił  nawet pewne kroki w celu
przysposobienia jej dziecka – niestety wobec sprzeciwu biologicznego ojca
zakończone niepowodzeniem.

Wiadomość, że wybranka spodziewa się jego dziecka zrekompensowała
niepowodzenie i spowodowała jeszcze większą  eksplozję uczuć.
Wydawało się, że oboje są szczęśliwi i tego im właśnie było trzeba.
Nagle jednak przyszła mama zmieniła front i stwierdziła, że to dziecko ją
unieszczęśliwi bo ona pragnie się uczyć, a skoro jakiekolwiek inne rozwiązania
nie wchodzą w grę, podjęła decyzję o oddaniu dziecka do adopcji.
Jeśli on chce z nią być – musi się zgodzić na takie rozwiązanie, bo inaczej ona
odejdzie.

Tak skończył się piękny sen  o rodzinie i radość z posiadania własnego dziecka.
Ona nawet nie chce słuchać jego argumentów, on w imię miłości jest gotowy
przyjąć jej warunki, ale wcale nie jest z tego powodu szczęśliwy.
Musi wybrać. Kobieta którą kocha, lub dziecko, które mimo że nienarodzone,
tez już zdążył pokochać. Cokolwiek postanowi  - będzie żałował.
Najbardziej jeśli wybierze kobietę i zrezygnuje z dziecka.
Miłość do osobnika płci przeciwnej, jest bardzo krucha i nietrwała i tylko
bardzo naiwni  myślą, że można ją zatrzymać na całe życie.
Jeśli nie zmieni się w nienawiść, a w przywiązanie i przyjaźń – to wielki sukces.
Miłość do dziecka nie tak łatwo wyrwać z serca, zapomnieć. Trzeba być całkowicie
pozbawionym uczuć wyższych aby się udał taki cud.

Dlatego – mimo iż  uważałam, że wszystko złe, co go w życiu spotka będzie w pełni
zasłużone – nie potrafię nie odnieść się ze współczuciem do tego z czym  mu
przyszło się zmierzyć.

Nie zrozumiem, jeśli wybierze ten „gorszy”rodzaj miłości  - miłość do kobiety.
Nie rozumiem tej Pani – jej postępowanie to jedna wielka manipulacja – mimo
bardzo młodego wieku sztukę manipulacji opanowała do perfekcji.
Jak mocno trzeba mieć poryty umysł, aby kazać mężczyźnie – rzekomo kochanemu-
zrezygnować z własnego dziecka, a być ojcem dla dziecka zupełnie obcego człowieka?

Mam wrażenie, że przez wieki zniewolone kobiety, w swojej emancypacji poszły
za daleko i stały się często gorsze od swoich ciemiężców.

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

10 komentarzy

  1. ~Phoenix(L)k · 1 kwietnia 2015 Odpowiedz

    cały problem polega na tym, że nie wiemy, co ona przeszła… i czy to jest na pewno Jego dziecko… (jakieś testy?? Czy uwierzył na słowo??)

    Moje podejrzenia – leciała na dwa fronty, zaszła z innym w ciążę, bała się, że On się zorientuje…

    • kobieta-nie-typowa · 3 kwietnia 2015 Odpowiedz

      Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym więcej możliwości i powodów takiego postępowania widzę. To które obstawiasz z pewnych względów wydaje się wysoce prawdopodobne, ale nie mogę znając argumenty jednej strony wykluczyć, że prawda jest całkiem inna. Osoby bardziej wtajemniczone są skłonne wierzyć, że to on jest winny takiej sytuacji, a prawda pewnie leży gdzieś pośrodku.

  2. prawie.stara.baba · 1 kwietnia 2015 Odpowiedz

    Cholercia! Po prostu szantaż emocjonalny,

  3. Azariani · 2 kwietnia 2015 Odpowiedz

    Historia jakich wiele. Ja wole ostrożnie dozować współczucie. Tutaj nasuwa mi się modne stwierdzenie : życie!!. Fakt taki, jeżeli on był nie fair to może ona teraz chce go ukarać. Z drugiej strony czy feminizmem czy też emancypacją można wytłumczyć matki mordujące dzieci, porzucające je, itd? Troche to nieodrzeczne. Opisana kobieta zapewne boi się mieć dziecko gdzie nie wie kto jest ojcem. Stąd skoro nie ma sprawcy po co rekwizyt trzymać? Dla mnie krzywda dziecka to największe zło i dla takich ludzi jest specjalne miejsce w (jeśli istnieje) piekle.

    • kobieta-nie-typowa · 3 kwietnia 2015 Odpowiedz

      Być może chcąc mieć pewność, że Ona z nim zostanie, sam podjął pewne decyzje nie konsultując ich z partnerką i nie pytając czego oczekuje.
      Być może Ona spodziewała się zupełnie innego życia i stąd decyzja o ciąży, a na skutek poznania prawdy, że nie każdy mieszkający za granicą to krezus – taka a nie inna decyzja. Tych być może jest nieskończenie wiele, a ja nie zazdroszczę im obojgu. Mam tylko nadzieje, że do krzywdy dziecka nie dojdzie, nawet jeśli dojdzie do adopcji. Lepiej mieć adopcyjnych rodziców, takich którzy pragną i pokochają, niż nieodpowiedzialną parę gówniarzy,którzy sami nie wiedzą czego chcą. Bo mimo iż facet przekroczył trzydziestkę – nie sądzę aby kiedykolwiek dorósł do odpowiedzialności za to co spłodził. Sama chęć posiadania potomstwa, nie oznacza odpowiedzialności.

  4. ~Agnieszka · 4 kwietnia 2015 Odpowiedz

    Gdybym to ja miała decydować, to wybrałabym dziecko. Z niej bym zrezygnowała. Ale to mężczyzna wybierze więc raczej na to nie wpadnie.

  5. ~Grażyna · 4 kwietnia 2015 Odpowiedz

    Dla mnie jest wysoce prawdopodobne ze to dziecko zostało poczęte w czasie tego 2 miesiecznego „milczenia” kiedy prawdopodobnie byla w innym związku. Było to b.wygodne dla niej bo bedac za granica nie mogł sprawdzić Zwiazek się rozleciał,został kłopot więc ratunek w powrocie do
    starego zwiazku.
    Znajomy powinien przeprowadzić badanie DNA i wtedy zdecydować. Niech nie będzie naiwny bo gdyby sie okazało ,że chciała go wrobic
    zmarnuje sobie cale zycie.

  6. ~nana · 5 kwietnia 2015 Odpowiedz

    A może to nie jest jego dziecko, i ona o tym wie? Prędzej czy później by się to wydało, więc oddając dziecko adopcji zapobiegnie temu. Przynajmniej tak się jej wydaje.

Zostaw odpowiedź