Klęski są po to, aby było na czym oprzeć zwycięstwo.

Życie lubi zaskakiwać.  Stawia na naszej drodze rożne osoby, by potem nagle, właściwie
z dnia na dzień rozrzucić je po świecie, zatrzeć wszelkie ślady i nawet jeśli się okaże,  że
przez jakiś czas mieszkacie bardzo blisko siebie, nie da okazji na to aby się spotkać,
ale za to  po latach  - kiedy znowu będziecie  na dwóch krańcach świata – znajdzie takie
miejsce, gdzie wasze drogi skrzyżuje,  w najbardziej nieoczekiwanym  momencie.

Jeśli to była taka luźna znajomość – ucieszycie się ze spotkania, wymienicie uprzejmości
i każde z Was pójdzie dalej swoją drogą.
Jeśli byłyście dość blisko – warto się zatrzymać, poznać losy tej drugiej osoby, może
opowiedzieć swoje.

Tak się składa, że ja zawsze słuchałam, inni opowiadali. Nie wiem dlaczego tak było,
ale tak było i już. Nie powiem, że to była dla mnie komfortowa sytuacja.
Jeśli ktoś podzieli się z Tobą swoim szczęściem to ok. możesz się cieszyć wraz z nim.
Jeśli dzieli się z Tobą porażką, masz na barkach oprócz własnych zmartwień – troski
drugiego człowieka i czasem ten ciężar trudniej udźwignąć  niż własne zmartwienia,
z którymi jakoś nauczyłaś się żyć. Tym gorzej – jeśli nie możesz pomóc.

Kilka lat mieszkałyśmy w jednym mieście, chodziłyśmy do tej samej szkoły i nawet
się lubiłyśmy.  Jej rodzina się przeprowadziła, więc ona zmieniła szkołę i kontakt był
utrudniony, później ja wyjechałam na dłużej, a jak wróciłam, jej już w naszym mieście
nie było. Kontakt się urwał całkowicie, choć –  jak  się okazało był czas, gdy obie
mieszkałyśmy na jednej ulicy blisko rok. W tym czasie ani razu na siebie nie wpadłyśmy.

Wpadłyśmy na siebie przez przypadek, na stacji benzynowej  poza granicami naszego kraju.
Ja tę drogę przemierzam dość często, ona po raz pierwszy. To, że akurat tam się
skrzyżowały nasze drogi i że nie przeszłyśmy obok siebie obojętnie, to albo czysty przypadek,
albo graniczące z cudem zrządzenie losu.  Taki dar losu trzeba wykorzystać, bo drugi się może
nie zdarzyć. Okazja warta  przerwy w podróży.

Wracała właśnie od męża, który znalazł pracę za Odrą.
Pracę, która miała być szansą dla ich rodziny, a przyczyniła się do jej rozbicia.
Pojechała tam próbując ratować swoje małżeństwo,  a przekonała się,
że właściwie nie ma  już czego ratować. Już od dawna czuła, że coś jest nie tak.
Choć nigdy nie byli zbyt romantyczni i namiętni, jednak  sądziła, że rozłąka
im dobrze zrobi, że za sobą zatęsknią, że coś się zmieni.

Na początku tak było, ale szybko się zorientowała, że coś nie tak.
Coraz rzadsze przyjazdy, coraz częściej spędzane poza domem.
Przyjeżdżał do domu i za chwilę znikał.  Czasem na kilka dni.
SMS-y czytane w ukryciu i natychmiast kasowane, zero czułości,
brak wspólnych tematów, brak zainteresowania domem.
Zapytany wprost – winę złożył na karb samotności, na to, że będąc
zawsze sam, odwykł już od rozmowy, od życia we dwoje.

Przemyślała to i po jego wyjeździe postanowiła wykonać pierwszy krok.
Pojechała ratować swoje małżeństwo.
Na miejscu zorientowała się, że nie ma już czego ratować i że mąż wcale
nie jest taki samotny jak mówi. Wręcz przeciwnie. Myślała, że uda się coś
zmienić, naprawić. Została u niego dwa tygodnie. Bezskutecznie.

Spędzone razem dwa tygodnie i raz rzucone od niechcenia zdanie -
- Ty seksu nie chcesz ?
Rozmowa – brak rozmowy, brak wspólnych tematów, przez dwa tygodnie
to jedno, rzucone od niechcenia zdanie i kilka innych –  bez znaczenia.

Nie chce. Ma może poprosić? Czy powiedzieć z entuzjazmem
- Tak! Było by miło, gdybyś to zrobił dla mnie.
Nie było by miło.
Za wiele się wydarzyło, żeby mogło być fajnie. Jeszcze tylko
kilka spraw i wraca do swojego życia, wraca z ulgą, już nie
z poczuciem klęski – jak niegdyś.

To nieprawda, że jak się spotyka ludzi  dawno niewidzianych -
rozmowom nie ma końca. Może tak jest dopóki są sobie bliscy.
Jeśli nie – im większe oddalenie, im dłuższa rozłąka,
tym większa cisza ich otacza.
Ciężka , męcząca, wypełniona  niedopowiedzeniami.

Chyba nigdy nie byli sobie bliscy.
Nigdy między nimi nie było porozumienia.
Takiej jednak pustki jak dziś, takiej obcości – nie było również.
Dwoje ludzi, złączonych węzłem małżeńskim.
Dwoje ludzi podzielonych niespełnionymi oczekiwaniami,
wzajemnie zadawanym bólem, egoizmem, pretensjami o zmarnowane lata.

Chęć odwetu i odbicia sobie tych lat straconych.
To wszystko co teraz czuje.
Co czuje On? To już nie jest jej problem.

Ja to wiem już dawno. Wiem, że to co ma ludzi połączyć na nowo – najczęściej dzieli
jeszcze bardziej.  Jeśli uczucie się wypaliło – nie roznieci go na pewno rozłąka.
Małżeństwo zawiera się po to, aby być razem. Jeśli się żyje osobno – wszystko
skończy się rozstaniem. Ci co zrozumieli to w porę – zdołali uratować swoje związki.
Ci co się łudzili zbyt długo – zostali sami.

Dobrze znam ten scenariusz.  Początkowo – samotność i tęsknota.
Z czasem szukanie towarzystwa, jeśli nie w realu, to przez internet.
Zaczyna się niewinnie, chodzi tylko o zabicie czasu. Im bardziej  zaciera się w pamięci
obraz żony, tym więcej  uroku niesie ze sobą nowa znajomość.
Małżeństwo na odległość nie przetrwa próby czasu.
Nawet jeśli jest konsekwencją wielkiej miłości,  a jeśli jej nie było – tym bardziej.
Zawsze znajdzie się ktoś taki, kto zechce puste miejsce zapełnić.
Więc jeśli  miłości  już nie ma, nie warto nad tym rozpaczać.
Nie warto dziurawych murów zatykać mchem. Zniszczy je pierwszy podmuch wiatru.
Na fundamentach klęski, wykorzystując doświadczenie, można zbudować nowy, stabilny gmach.

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

10 komentarzy

  1. ~zBLOGowani · 4 stycznia 2015 Odpowiedz

    Zapraszamy do dodania bloga w serwisie zBLOGowani! Mamy już ponad 4900 blogów z 22 kategorii.
    Należy założyć konto jako bloger i w 2 krokach dodać bloga do serwisu. Nasz robot sam pobiera aktualne wpisy i prezentuje je tysiącom użytkowników którzy codziennie korzystają ze zBLOGowanych. Dla blogera to korzyść w postaci nowych czytelników i większego ruchu na blogu. Zapraszamy!

  2. ~Phoenix(L)k · 4 stycznia 2015 Odpowiedz

    Prawdę mówiąc… taki opis może dotyczyć każdego związku – nawet i tego, którego członkowie mieszkają w tym samym domu…

    • kobieta-nie-typowa · 4 stycznia 2015 Odpowiedz

      Owszem, może. Można mieszkać razem, a żyć osobno. Jednak związki małżeńskie na odległość nie mają większych szans na przetrwanie niż marcowy śnieg. Im dłużej trwa rozłąka, tym mniej jesteśmy sobie potrzebni, mniej wspólnych spraw, planów i celów i w końcu nawet nie ma o czym rozmawiać. Wiem coś o tym.

  3. ~okruszek · 5 stycznia 2015 Odpowiedz

    To ja dla wprowadzenia nutki optymizmu podam dwa przykłady znajomych par ;)

    Wujek pracuje w Niemczech, miesiąc jest tam i na dwa tygodnie zjeżdża do Polski. Świata poza ciocią nie widzi a funkcjonują już tak 18 lat. Dla niej w ogień by skoczył, co Ewka chce to Ewka ma ;)
    A druga para to znajomi, on jest żołnierzem, był 9 miesięcy w Afganistanie. Wydaje mi sie, że rozłąka im bardzo dobrze zrobiła i tylko umocniła ich związek. Może świadomość że moga tyle stracić pomogła im wyciągnąć odpowiednie wnioski.

    • kobieta-nie-typowa · 5 stycznia 2015 Odpowiedz

      Jednak co miesiąc spędzają ze sobą dwa tygodnie, to sporo. Z tego co napisałaś wygląda, że i przed rozłąką miłość kwitła. Małżeństwa, które okrzepły i zdążyły się zaprzyjaźnić potrafią funkcjonować na odległość równie dobrze jak blisko siebie. Też znam takie małżeństwo. Tam jednak, gdzie źle się działo już wcześniej, rozstanie raczej pogorszy sprawę, niż zbliży ich i naprawi związek.

  4. ~Makusia · 5 stycznia 2015 Odpowiedz

    Witam, niestety czytam ze smutkiem.. znam osobiście taki przypadek małżeństwa.. on za granicą, ona w kraju… . Święta prawda. Czas poza domem sprawia, że ludzie tylko i wyłącznie się od siebie oddalają. Przestali tęsknić, nauczyli się żyć osobno. Trudno pielęgnować jakiekolwiek uczucie, gdy jest się tak daleko…

    • ~kobieta-nie-typowa · 5 stycznia 2015 Odpowiedz

      Witaj. Takie związki mają szansę tylko wtedy, gdy istnieje silna więź i przyjaźń między małżonkami. Tam gdzie uczucie jest „letnie” ciężko coś pielęgnować na odległość masz rację.

  5. ~sex tel · 8 marca 2017 Odpowiedz

    Odlotowy wpis jak i cały blog:)

Zostaw odpowiedź