Świat bez granic, a jednak tak różny…

Święta, święta i po świętach…
Zima się spóźniła. Przyszła w drugi dzień świąteczny, ale tu tylko lekki mróz,
śnieg nie dotarł, choć w Polsce już się pojawił. Co tam. Zimę i tak lubię tylko
na obrazkach.

W czasie tych kilku miesięcy spędzonych w Polsce, zapomniałam o normalności,
tak dalece nasiąkłam atmosferą pospiechu i nerwowości, że wpadłam w panikę
płacąc przy kasie za świąteczne zakupy.
Wszystko z powodu jednego centa i okularów.
Ich brak zauważyłam dopiero przy kasie, kiedy kasjerka poprosiła mnie własnie
o tego jednego centa, a ja zdałam sobie sprawę, ze dopuściłam do haniebnego
zamieszania w moim portfelu,  pozwalając na wymieszanie walut:)))
Bez okularów nie odróżnię  tego co mam na talerzu, a co dopiero ogromną ilość
bilonu, z trzech rożnych stref płatniczych Europy.
Rozpoczęłam wiec poszukiwanie okularów , co w mojej torebce nie jest sprawą
łatwą.
Moja torebka – niezależnie od jej rozmiarów – jest dla mnie zawsze wielkim
wyzwaniem i nigdy nie ma właściwej pojemności, gdy czegoś szukam.
Jedne są za duże, inne za małe aby coś znaleźć…
Tym razem zadanie okazało się niewykonalne, bo okularów tam po prostu nie było.
Poszukiwania zajęły mi jednak sporo czasu, a może tak mi się zdawało – zobaczyłam
bowiem kolejkę i wpadłam w panikę, oczekując nieprzyjemnych uwag i  ponagleń.
Nic takiego jednak nie nastąpiło. Mało tego – nie zobaczyłam na twarzach  oczekujących
tych oznak zniecierpliwienia i oskarżycielskich spojrzeń w stylu – Jak śmiesz głupia
babo marnować nasz cenny czas, swoja bezczelna opieszałością. Nic z tych rzeczy.
Zamiast tego zobaczyłam życzliwe uśmiechy i pełną zrozumienia cierpliwość.
Panika ulotniła się bezpowrotnie, kiedy uświadomiłam sobie gdzie jestem i że
nikt nie napisze na swoim blogu, jak to roztargniona baba  swoja beztroską  i
opieszałością, naraziła ludzi w kolejce na stratę całych trzech minut ich cennego
czasu i to jeszcze w trakcie przedświątecznej gorączki.
Wysypałam wiec garść monet, kasjerka z uśmiechem wydobyła spośród nich
te właściwą, a ja przeprosiłam za stratę czasu. W odpowiedzi usłyszałam tylko,
ze nie ma problemu, oraz życzenia – Wesołych  Świąt  i miłego dnia.
Dwa światy?

 

 

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

26 komentarzy

  1. lekarz rodzinny na wsi · 27 grudnia 2014 Odpowiedz

    Szanowna Kobieto-Nie-Typowa! Jadę do Niemiec po leki dla siebie, które nie są zarejestrowane w Polsce – i mam dokładnie to samo. Mało tego – w tym zachodniopomorskiem ludzie uczą się od zachodu: zatrzymują się przed przejściami dla pieszych, wpuszczają kierowców z dróg podporządkowanych. Czego całej Polsce życzę! A im jestem starsza (nie chodzi o wiek, raczej o życie), to tym więcej we mnie tolerancji i uśmiechu. Czego wszystkim życzę!

    • kobieta-nie-typowa · 29 grudnia 2014 Odpowiedz

      Masz rację. Są miejsca, gdzie te granice zacierają się szybciej. Jednak im dalej w głąb, tym wolniej i bardziej daje się zauważyć swoisty egoizm.Cel uświęca środki, a mieć już dawno zastąpiło być. To nie jest regułą, ale bardziej rzuca się w oczy dzikość obyczajów, niż dobre obyczaje. wszystkiego dobrego i zdrowia dla Ciebie i Twoich pacjentów. Maja wiele szczęścia i najwyraźniej wiedzą o tym:)

  2. ~bursztyn10 · 28 grudnia 2014 Odpowiedz

    Empatia i zazdrość. Empatia bo rozumiem problem: wzrok, torebka i takie tam. Zazdrość, że masz możliwość zostawiać tę chorą rzeczywistość choć raz na jakiś czas.

    • kobieta-nie-typowa · 29 grudnia 2014 Odpowiedz

      Witam:) Mam możliwość,owszem. Nawet więcej. Mogłabym tu mieszkać przez okrągły rok. Co mnie powstrzymuje? Chyba wielu dobrych ludzi, którzy tej możliwości nie mają i jakieś poczucie Solidarności z tymi, co nie mają wyboru. Może za długo tu byłam i zbyt wiele pozostawiłabym za sobą. Głównie na cmentarzu co prawda (matka, ojciec, brat), a może dlatego, że nigdzie nie czuje się jak u siebie?

  3. grands rêves · 28 grudnia 2014 Odpowiedz

    Świetny blog, a wpisy bezgranicznie wciągają ;) Będę częściej wpadać.

    • kobieta-nie-typowa · 29 grudnia 2014 Odpowiedz

      Dziękuję:) To taki blog grafomanki, ale nie powstał po to, aby przynosić laury – jego zadaniem jest możliwość wyrzucenia z siebie tego, co mnie najbardziej boli i tego co cieszy. Oczywiście witam i zapraszam:)

  4. ~Phoenix(L)k · 29 grudnia 2014 Odpowiedz

    ech… Tak to już jest, jak się z Zachodu przejmuje wszelkie wzorce… a właściwie to z tamtych filmów… a tam wyścig szczurów…

    • kobieta-nie-typowa · 29 grudnia 2014 Odpowiedz

      Trafne spostrzeżenie.Szczury, to niesamowicie inteligentne zwierzęta, ale tylko zwierzęta. Człowiek, który dobrowolnie się przyłącza do tego wyścigu, niestety inteligencją nie dorównuje szczurom. Zatraca bowiem to, co cechuje ludzki gatunek i rożni nas od zwierząt.

      • ~Phoenix(L)k · 30 grudnia 2014 Odpowiedz

        Widzę to niestety w Warszawie… (UWAGA!!! PROSZĘ PRZYJEZDNYCH O TO, BY NIE BRALI TEJ WYPOWIEDZI DO SIEBIE!! Generalizuję, a to – jak wiadomo – nie jest do końca dobrym pomysłem)

        Przyjeżdża młoda osoba (płeć obojętna – w swojej wypowiedzi pomijam „karierę” przez łóżko, jaka się zdarza). Podejmuje pracę na kasie/w ochronie/ w budowie (słyszałem, że ochrona może mieć stawki ok. 4 zł/godzinę…). Osoba ta jest szczęśliwa – MA PRACĘ!! Co prawda stawka głodowa, ale jednak. Żeby się utrzymać – podejmuje drugą (a czasem i trzecią – słyszałem o ochroniarzach mających 36 h dyżur) pracę… Wraca do siebie – może nawet własnym autem (kupionym od znajomego znajomego, którego znajomy ma znajomego…) i zaczyna szpanować… reszta jego okolicy zaczyna wtedy uważać, że taki sposób pracy jest właściwy, bo szybko można coś osiągnąć… i przyjeżdżają do Warszawy, a tam… patrz 2 zdanie…

        Co mnie najbardziej wkurza??
        Przyjezdni, którzy przyjeżdżają do Warszawy na 5 dni (do pracy lub na studia), wracają do siebie… i tam narzekają na to miasto… że brzydkie, że pośpiech… Ale sami do rozwoju się nie dokładają – podatki płacą u siebie, a ja muszę opłacać infrastrukturę nie dość, że u mnie (z której korzystają, a za którą płacą), to jeszcze i u nich (tzw. janosikowe)…

        Drodzy przyjezdni – apel do Was.
        Polska to naprawdę piękny kraj. Mówię poważnie – Mazury są piękne, zachody słońca nad morzem sa cudowne, a góry jesienią?? Bajka… Czemu więc pracujecie lub się uczycie w mieście, które Wam się nie podoba??

        • kobieta-nie-typowa · 30 grudnia 2014 Odpowiedz

          No własnie. Podatki winny być odprowadzane zgodnie z miejscem zarobkowania, a nie zamieszkania. Generalnie jest jedna zasada – jesteś gościem dostosuj się do wymogów gospodarza. I nie krytykuj, bo jesteś tam z własnej woli, nikt cie nie prosił i zawsze możesz zmienić lokal.

        • ~matka · 31 grudnia 2014 Odpowiedz

          Czuję się urażona mieszkałam w wielu miastach. Teraz mieszkam na „głębokiej prowincji” z wyboru – była to nasza przemyślana ucieczka z miasta i nie wiem czemu mam być ja i moje dzieci gorsza ! Proszę spróbować tu znaleźć pracę. Moje dzieci po skończonych dobrych studiach też znalazły prace w Warszawie i też mimo kilku dobrych dyplomów, ale braku znajomości i „wprowadzających”zaczynali od pracy w sklepie I BARDZO DOBRZE ! Teraz już pracują w swoich wyuczonych zawodach i są cenionymi pracownikami. Nie wiem czemu ciągle czytam lekceważące posty od mieszkańców stolicy.
          Przecież Wasi przodkowie też do miasta przyjechali za chlebem- za pracą. My nie byliśmy warszawiakami tylko lwowiakami – moi przodkowie walczyli za kraj, mieli wysokie odznaczenia, byli w obozach itd. Za czasów wczesnej komuny w ramach „likwidacji” inteligencji w 3-mieście dostali nakaz pracy na prowincji. I CO JESTEŚMY GORSI ? Nigdzie na świecie (a troszkę go poznałam) nie ma takiego stosunku mieszkańców stolicy do przyjezdnych jak u nas. Nie wiem z jakich frustracji i cech charakteru to się rodzi.
          Dodam tylko, że moje dzieci mimo braku stałego meldunku w stolicy podatki płacą w Warszawie, a auta mają na naszych prowincjonalnych tablicach. Proszę mi wyjaśnić czemu są gorsze od warszawiaków i w czym ?

          • kobieta-nie-typowa · 31 grudnia 2014

            W niczym. Skoro podatki płacą w stolicy, jeśli czują się jak u siebie i nie „plują” w swoje nowe gniazdo, jadąc do rodzinnej miejscowości to, na pewno w niczym. Głęboka prowincja nie ma tu nic do rzeczy, a kolega Phoenix(L)k napisał o typowym dla pewnej grupy przyjezdnych zachowaniu, nie o wszystkich. Nie ma więc powodu do urazy. Ja Warszawianką nie jestem i stwierdzam tylko, że to słuszne aby podatki opłacać tam gdzie się zarabia pieniądze. Jak i to,że skoro Warszawa jest dobra jako miejsce do zarabiania – nie ma powodu się skarżyć, bo nie ma przymusu aby tam własnie pracować. Jest co prawda pewna grupa warszawiaków patrzących z pogardą na wszystkich przyjezdnych, ale to w większości nie są rdzenni Warszawiacy.

          • ~Phoenix(L)k · 1 stycznia 2015

            Czemu poczułaś się gorsza?? Czy mój tekst to atak NA WSZYSTKICH przyjezdnych??

            „Dodam tylko, że moje dzieci mimo braku stałego meldunku w stolicy podatki płacą w Warszawie, a auta mają na naszych prowincjonalnych tablicach. Proszę mi wyjaśnić czemu są gorsze od warszawiaków i w czym ?”

            Proszę mi wyjaśnić – jak to się ma do akapitu:
            „Co mnie najbardziej wkurza??
            Przyjezdni, którzy przyjeżdżają do Warszawy na 5 dni (do pracy lub na studia), wracają do siebie… i tam narzekają na to miasto… że brzydkie, że pośpiech… Ale sami do rozwoju się nie dokładają – podatki płacą u siebie, a ja muszę opłacać infrastrukturę nie dość, że u mnie (z której korzystają, a za którą płacą), to jeszcze i u nich (tzw. janosikowe)…”

            Sama chyba widzisz, że tekst ten nie był skierowany do wszystkich…

            Każde miasto potrzebuje dopływu świeżej krwi, by się rozwijać. Ale – odwracając Twoje słowa – nigdzie na świecie nie ma takiej nienawiści do miasta, które daje pracę, jak w Polsce wobec Warszawy

          • kobieta-nie-typowa · 1 stycznia 2015

            Szczęścia w Nowym Roku Roku Ł. Masz rację i podziwiam w Tobie dający się odczuć lokalny patriotyzm. Zdrowy patriotyzm. Jeśli chodzi o tę nienawiść do Warszawy, chyba dużą winę ponoszą tutaj „pseudo warszawiacy”, tacy Warszawiacy w drugim pokoleniu, albo tacy co nawet się nie urodzili w Warszawie, ale zostali tam przeflancowani i już poczuli się lepsi od całej reszty. Są tacy i dają przyjezdnym dobrze popalić, więc budzi to zrozumiałą niechęć i żal. Winna jest również sytuacja którą opisałeś „Przyjeżdża młoda osoba (płeć obojętna – w swojej wypowiedzi pomijam „karierę” przez łóżko, jaka się zdarza). Podejmuje pracę na kasie/w ochronie/ w budowie (słyszałem, że ochrona może mieć stawki ok. 4 zł/godzinę…). Osoba ta jest szczęśliwa – MA PRACĘ!! Co prawda stawka głodowa, ale jednak. Żeby się utrzymać – podejmuje drugą (a czasem i trzecią – słyszałem o ochroniarzach mających 36 h dyżur) pracę… ” Takie coś nie powinno mieć miejsca, skoro żyjemy w państwie prawa, a warunki pracy i płacy są ściśle określone w prawie pracy. Jeśli żyjemy w państwie prawa… Z drugiej strony jeśli będziemy się na to godzić – nic tu nigdy nie ulegnie zmianie na lepsze. Niezależnie od tego jak bardzo potrzebujemy pracy, jeśli wszyscy nie zrozumieją, że nie wolno pozwolić na niewolnictwo – nic nie będzie inaczej, chyba że jeszcze gorzej.

          • ~Phoenix(L)k · 1 stycznia 2015

            Na Nowy Rok życzę Ci, aby obecny był lepszy od poprzedniego;)

            Co do reszty wypowiedzi – jestem ciekaw komentarza zarówno „matki” (cudzysłów oznacza, że mówię o nicku, a nie o tym, że neguję Jej sytuację rodzinną… wiem, że to oczywiste, ale … tu jest net – różne osoby tu zaglądają…), jak i „dabliu”…

        • ~dabliu · 31 grudnia 2014 Odpowiedz

          Bo tam nie ma pracy tak trudno to zrozumieć.

          • kobieta-nie-typowa · 1 stycznia 2015

            Owszem, to zrozumiałe. Taka sytuacja, lub takie klimaty. Nie chodzi o to, by zatrudnienia szukać tylko w miejscu zamieszkania. Raczej o regulację prawną dotyczącą płacenia podatków, na rzecz tej aglomeracji, która pracę daje i o poczucie solidarności i odpowiedzialności za to miejsce, skąd chleb…

          • ~Phoenix(L)k · 1 stycznia 2015

            Wbrew pozorom – łatwo to zrozumieć… Za to ciężko zrozumieć to, że się pracuje w mieście, którego się nie lubi… Serio tylko w Warszawie można podjąć pracę?? Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto – jest tyle innych miast, w których można zrobić karierę…

  5. ~Makusia · 30 grudnia 2014 Odpowiedz

    Ja tak troszkę z opóźnieniem…:), dziękuję za życzenia :) i ja od siebie z okazji nadchodzącego Nowego Roku: Dużo, radości, okazji do uśmiechu, pomyślności i życzliwości ludzkiej (ach jak nam to potrzebne :) ).

    Dwa światy? Myślę, że wszędzie da się je zobaczyć. Nie wiem, może świat nie jest jeszcze taki zły. Może to my po prostu jesteśmy do niego negatywnie nastawieni. W każdym bądź razie w przyszłym roku tylko tego sobie życzmy :)

  6. ~Kara · 31 grudnia 2014 Odpowiedz

    Zajrzałam ,przeczytałam i……… pozazdrościłam.Własnie tego,że masz możliwość . Możliwość żyć tam gdzie nie warczą,nie ubliżają,nie stawiają się ponad na każdym kroku.Pewnie i u Ciebie znajdą się tacy ale chyba jest ich mniej niż w PL.
    Wszystkiego naj w nadchodzącym Nowym Roku :)

    • kobieta-nie-typowa · 31 grudnia 2014 Odpowiedz

      Z pewnością są i tacy i tacy. Jednak skala zjawiska ma tu olbrzymie znaczenie. Nie brak i takich, co na widok samochodu z Polska rejestracją użyją obraźliwego określenia, ale są to naprawdę przypadki sporadyczne i nie chodzi mi o sam stosunek do Polaków, ale do siebie nawzajem.
      Świat to nie raj, ale łatwiej się żyje nie widząc wrogich spojrzeń i nie słysząc uszczypliwych uwag przy każdej okazji. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi. Tylko ludźmi i aż ludźmi. Dlaczego więc mamy się traktować jak wrogowie? Dziękuję za życzenia, ja od dziś w tej samej rzeczywistości co i Ty:) Życzę Tobie, sobie i wszystkim tego uśmiechu i wyrozumiałości w każdej sytuacji:)))

      • ~Kara · 31 grudnia 2014 Odpowiedz

        Pozwoliłam sobie dodać Twojego bloga do „ulubionych”,mam nadzieję że jak nasza szara rzeczywistość mocno kopnie mnie w d…, a „współplemieńcy”pogryzą,to zajrzę,poczytam że gdzieś istnieje jeszcze życzliwość i odzyskam siły żeby przeżyć kolejne „jutro” :D

        • kobieta-nie-typowa · 31 grudnia 2014 Odpowiedz

          Mam nadzieję,że do tego nie dojdzie:))) Większość, to dobrzy wrażliwi ludzie, a to co nienormalne niestety bardziej się rzuca w oczy.Jak już kiedyś napisałam „to hieny krzyczą najgłośniej”- stąd ten przykry dla uszu hałas. Ignorujmy go, nastawiając uszu na bardziej przyjemne dźwięki, a hieny w końcu zachrypną i ucichną:))) Podobno, żeby było lepiej musi najpierw być gorzej. Mam nadzieję, że „gorzej”już mamy za sobą i teraz będzie tylko lepiej i tego w Nowym Roku się spodziewajmy:)

  7. ~Mirka · 31 grudnia 2014 Odpowiedz

    Jestem z zachodniopomorskiego . Faktycznie , kierowcy u nas zwracają uwagę na kulturę jazdy , przystają przed przejściem dla pieszych gdy widzą , że ktoś podchodzi do pasów, aby przejść. Latem przez Wałcz przejeżdża bardzo dużo samochodów nad morze ,zwłaszcza z Poznania. Większość z nich nie ustępuje ani pieszym , ani samochodom . Pewnego dnia jedna z pań kierujących o mały włos nie potrąciła by mnie na pasach . Widziała , że wchodzę i dopiero wtedy zahamowała z piskiem opon .

    • kobieta-nie-typowa · 1 stycznia 2015 Odpowiedz

      Kłaniam się kierowcom z mojego rodzinnego miasta. Więc nie tylko mnie usiłujecie przejechać na pasach, ale w poszukiwaniu ofiar zapuszczacie się w dalsze rejony… Mimo, że nie czuję solidarności z wami, to jednak mi za Was wstyd…

Zostaw odpowiedź