Jestem jaka jestem, daleka od ideału, ale…

Dałam sobie trochę czasu, bez bloga.
Musiałam spojrzeć z dystansu, na siebie, na otaczających mnie ludzi,  
na tych co czytają i komentują, a przede wszystkim – na zarzuty,
z jakimi się spotkałam: że płytka jestem, że nie mam dystansu,
że złośliwie obraziłam koleżankę…
Dobrze jest spojrzeć na siebie oczyma innych, można wtedy ujrzeć
o wiele więcej, niż patrząc z własnej perspektywy.
Może rzeczywiście tak bardzo się zmieniłam na niekorzyść,
że  stałam się teraz bezinteresownie złośliwa i z rozmysłem
wbijam szpilę ludziom  pełnym najlepszych intencji?
Może i tak, bo jak tu się nie zmienić, jak tu pozostać sobą i nie wybuchnąć,
gdy  w świecie stojącym na głowie, usiłujesz zachować resztki równowagi?
Nigdy nie byłam agresywna, wręcz  brzydziłam się agresją, teraz jednak,
mam jej w sobie takie pokłady,  że  starczyłoby aby unicestwić cały  
kontynent, a nie tylko, siedlisko głupoty i bezsensu.
Na szczęście jestem fizycznie słaba jak dziecko, więc nikomu krzywdy nie zrobię
- oprócz siebie.
Jak zachować spokój, gdy otwierając stronę w internecie – widzę zwłoki psa,
ciągnięte za samochodem, lub podobne, nagrane przez dumnego człowieka,
chcącego się pochwalić w internecie, jaki to z niego twardziel.

Czytam  o tym jak posadzono w wiezieniu człowieka chorego psychicznie,
za to że ukradł batonik, gdy jednocześnie latami ciągną się procesy
największych złodziei i zbrodniarzy w naszej historii powojennej
i mogę sobie łatwo wyobrazić jak się zakończą, bo jak niby maja się zakończyć,
jeśli w wielu z tych spraw umoczone są po szyję  osoby, które w najlepsze
zbijają kapitał polityczny, raz wybrane, nie zejdą już ze sceny,
choćby nie wiem jak się skompromitowały.
Bo kompromitacja,  teraz  w polityce  nie istnieje.
Więc jak tu wyluzować?

Nie piszę przecież dla samego pisania, ale po to, aby wyrzucić z siebie to,
co mnie wkurza i to, co mnie cieszy.
Nie będę wymyślać ckliwych historyjek, tylko dlatego, że większość to lubi.
Jeśli zatem więcej wokół zła niż radości, tak będzie wyglądało to moje pisanie.
Nie musi czytać, komu się  nie podoba, ja z opublikowanych tekstów,
czytam może jedną dziesiątą, nie ze wszystkim się zgadzam,
ale nie czuję takiej potrzeby, aby  na siłę  zmieniać czyjeś poglądy.

Jestem jaka jestem, może zbyt radykalna, ale to własnie ja,
czy się to komu podoba, czy nie.
Nigdy nie robiłam nic po to, by być lubiana.  
Liczy się tylko to, co mnie samej daje satysfakcje.
Może to egoistyczne, ale pozwala być w zgodzie z sobą i własnym sumieniem.
Wolę to, niż  najliczniejsze nawet Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, bo wiem,
że nie zawsze mam rację, a wtedy dobrze jest mieć wokół  siebie ludzi,
którzy  szczerze ci o tym powiedzą, zamiast fałszywie przyklasnąć.

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

4 komentarzy

  1. ~Makusia · 3 grudnia 2014 Odpowiedz

    Witam ;),

    ma Pani rację, warto w tym zwariowanym świecie zachować resztkę siebie, nie ulegać wpływom, jednak stwierdzam, że niewielu jest ludzi którzy są sobą i mają w nosie co kto powie( nie mówię tu o ludziach pajacach), reszta to raczej chorągiewki którymi się łatwo steruje. W sumie się nie dziwię.. takich się lubi, a tych co mają swoje zdanie nie…

  2. ~kobieta-nie-typowa · 3 grudnia 2014 Odpowiedz

    Cieszę się, że nie tylko ja tak myślę. W ostatnim czasie wielu ludzi poświęciło wiele czasu i energii, aby mnie przekonać, że jest inaczej. Pozdrawiam.

  3. ~Phoenix(L)k · 4 grudnia 2014 Odpowiedz

    Daj ten tekst jako opis swojego bloga… lub jego motto… W innym przypadku dość szybko zaginie…

    • kobieta-nie-typowa · 4 grudnia 2014 Odpowiedz

      Zapewne masz rację, ale kogo to obchodzi jaka jestem i dlaczego. Niewielu. Większość i tak oceni mnie po jednym poście, nie znając mnie i sytuacji. Nie przyjmą do wiadomości tego, że też mam prawo oceniać, tych co znam i poznałam pobudki, które nimi kierują, bo jeśli kogoś nie znam – nie oceniam.

Zostaw odpowiedź