Pomagasz – ale czy na pewno tym, którzy tego potrzebują?

Coraz więcej zbierających pieniądze na leczenie dzieci. Nawet rodzice tych, które swój stan
zawdzięczają beztrosce lekarzy – muszą niekiedy zbierać pieniądze na leczenie, rehabilitacje,
na przeżycie. Koszmar.
Nie wyobrażam sobie abym miała o cokolwiek prosić. Nie przeszło by mi przez gardło.
Może dlatego, że ja nikomu prosić o nic nie kazałam? Może dlatego, że widząc potrzebujących
nie czekam aż poproszą? Może właśnie odwrotnie – nie czekam aż poproszą, bo wiem jakie to
upokarzające…

Bogu dziękuję że mnie to ominęło, że ja prosić mnie muszę, ale jednocześnie mam świadomość
że los bywa przewrotny i nigdy nie wiadomo, co nas jeszcze w życiu czeka.
Z tą świadomością nigdy się nie rozstaję, łatwiej wtedy postawić się w sytuacji osób,
które życie do tego zmusza.

Jednak czy wszyscy muszą i czy przypadkiem wielu z nich nie nabija nas w butelkę?
Sytuacja przypomniana niejako przy okazji tych rozważań.
-Wielka giełda w wielkim mieście i restauracja przy giełdzie.Spory ruch, jak to w takim
miejscu, zwłaszcza przed  wszelakimi świętami.

Właśnie w tym okresie pojawiała się tam rodzina – matka, dwoje dorastających dzieci i
tak na oko trzyletnia dziewczynka w spacerówce. Matka z najmłodszym dzieckiem,
zajmuje miejsce w restauracji, starsze – z kartką biegają po giełdzie, miedzy handlującymi.
Na kartce prośba o datki na leczenie i rehabilitację i ofoliowane zaświadczenie, że dziecko
miało niedotlenienie okołoporodowe i jest  w lekkim stopniu niedorozwinięte.

Ludzie dają pieniądze, niewielu czyta zaświadczenie – skąd wiem co tam napisano?
Przeczytał je - z czystej ciekawości – mój kolega, którego poprosili o pieniądze.
Z ciekawości, bo dziecko nie wykazywało właściwych dla porażenia objawów,
raczej objawy ADHD. Biegało jak szalone po restauracji i to właśnie obsługa lokalu
musiała uważać aby dziecko wpadając na zaplecze, nie zrobiło sobie krzywdy.
Matka podnosiła się z miejsca tylko w celu nabycia kolejnej paczki papierosów.

Trwało to około dwóch, czasem trzech godzin, wracały starsze dzieci, zamawiali sobie
obfite śniadanie, po czym kazali zamówić taksówkę (własnie kazali, a nie prosili) i
wracali do domu.
Do następnego razu. Po matce pozostawała chmura dymu i ze dwie popielniczki do
opróżnienia. Czy na pewno musieli urządzać takie zbiórki? Od znajomych handlujących
na innych giełdach wiem, że bywali na wszystkich. Czyli sposób na życie. Matka nauczyła
je, jak  na nieszczęściu zrobić interes. Bo niby kiedy to dziecko było rehabilitowane, skoro
sześć dni w tygodniu zajmowali się gromadzeniem środków?

W galeriach handlowych, w okresie przedświątecznym, pojawiają się różne aniołki, baranki
i inne postacie nagabujące klientów – wciskające różne okołoświąteczne dyrdymały, sprzedaż
których ma ponoć zasilić skromne fundusze domów dziecka. Cena od 10 – 12 złotych, ale można
dać więcej. Kiedyś kupowałam, mając złudzenie, że w ten sposób, choć skromnie pomagam.
Przecież nie sposób  pomóc całemu światu…
Skończyłam z tym, gdy dowiedziałam się, że z każdej dziesięciozłotówki  - trzy grosze
przeznaczane są na dzieci z domów dziecka.
Nie dajmy się wyręczać w dobroczynności, bo jak widać – nikt tego bezinteresownie nie czyni.
Zanim Twoje trzy grosze trafi do potrzebujących, napełnisz kieszenie tych, co maja pomysł
jak na Twojej wrażliwości zarobić. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

12 komentarzy

  1. ~bursztyn10 · 20 października 2014 Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą. Ja nie pomagam żebrzącym. Wiem wychodzę na su-ę. Najczęściej jak ktoś prosi o 2 zł, pytam czy wie jak ja długo muszę pracować na 2 zł. Pijaczki na ogół się oburzają, że co to jest dwa zł a ja odpowiadam : no właśnie!

  2. Azariani · 20 października 2014 Odpowiedz

    Mnie też to drażni jak nachalnie podsuwa mi się puszkę pod nos i wciska, że mój datek zmieni czyiś skrzywiony los. Zmieni, ale nie tego dla kogo puszka być przeznaczona powinna. Masz racje tutaj nie należy pozwalać by ktoś wyręczał nas w pomaganiu naprade potrzebującym. Zazwyczaj Ci co potrzebuja pomocy siedzą cicho bo im wstyd, że nie daja rady.

  3. ~Phoenix(L)k · 21 października 2014 Odpowiedz

    nie oszukujmy się – nawet wośp nie daje całej kasy …

    Pomagam różnym osobom – no ok, przyznaję, że głównie kobietom… Mam czyste sumienie – pomogłem. To ich sprawa, czy kasa poszła na to, o czym na serio mówią, czy też nie…

    Żeby nie było wątpliwości – to, że pomagam płci przeciwnej nie znaczy – że chcę czegoś w zamian… Ciężko by mi było powiedzieć, że dam kasę na leki w zamian za…

    • kobieta-nie-typowa · 21 października 2014 Odpowiedz

      To bez znaczenia, czy pomagasz kobiecie czy mężczyźnie. Jeśli to ludzie faktycznie pomocy potrzebujący. Zauważyłam jednak, że niektórzy
      niezły sposób na biznes z tego zrobili.

      • ~Phoenix(L)k · 21 października 2014 Odpowiedz

        Zdziwiłabyś się, jakie to ma znaczenie…

        • kobieta-nie-typowa · 22 października 2014 Odpowiedz

          Pomagasz, z dobrego serca, czyli nie ma znaczenia komu. Jest zawsze szansa, że Twoja pomoc zostanie roztrwoniona, ale nie ma możliwości, abyś
          został posądzony o interesowność. Tak na marginesie, czasem pomagając – wyręczamy i państwo i osobę,której się nie chce nic zrobić, aby poprawić swój los. W tym wypadku pomagając – szkodzimy.

  4. ~Makusia · 21 października 2014 Odpowiedz

    Witam :)

    jakie to wkurzające, że już od człowieka na różne sposoby potrafią wydrzeć kasę. Szczerze mówiąc rzadko daję pieniądze.. a już tym bardziej nie daję cyganom i pijakom (ci ostatni to już nawet nie ukrywają, że potrzepują na alkohol). Nie mam zamiaru wspierać meneli. Bo nawet jak będzie bardzo głodny to i tak kupi jakieś barwione wino zamiast bułki. Niektórzy z żebrających i cz też zbierających datki na jakiś cel potrafią bezczelnie włazić człowiekowi na sumienie..

  5. ~hegemon · 21 października 2014 Odpowiedz

    Z żebractwa można żyć i to świetnie żyć, problem znany od setek lat. Dlatego nie wspieram żebraków, takich którym zabrakło na bilet kolejowy, ani supermarketowych firm pomocowych, gdzie z mojej składki idzie najwyżej jeden procent na cel społeczny. Jednak idea dzielenia się z biedniejszymi, naprawdę pokrzywdzonymi przez los jest mi bliska. Wpłacam na konto firmy (fundacji), o której wiem, że naprawdę pomaga takim ludziom… To chyba jedyny pewny sposób, aby naprawdę pomóc.

    • kobieta-nie-typowa · 21 października 2014 Odpowiedz

      Otóż to! Konkretne pieniądze, na konkretny cel, lub dla konkretnej osoby, o której wiadomo, że tej pomocy naprawdę potrzebuje.
      Bez pośredników.

  6. okruszek · 22 października 2014 Odpowiedz

    Ja wpłaciłam kiedyś koło 100zł na operacje dziewczynki, córka znajomych siostry. Nie znałam ich osobiście, ale wiedziałam, że te pieniążki są im bardzo potrzebne, mała musiała mieć szybko operację serca. Niestety, nie dożyła, ale rodzice przekazali całość na operację innej dziewczynki, z tą samą wadą. Mała żyje, ma się świetnie i prawidłowo się rozwija. A ja się cieszę, bo mimo że portfel cieńszy, to ktoś ma szansę przynajmniej na kilkanaście lat życia ;)

    • kobieta-nie-typowa · 23 października 2014 Odpowiedz

      To jest powód do radości, przyczynić się do ratowania życia i to jeszcze ze skutecznie. Tragiczne jest to, że życie ludzkie przelicza się na pieniądze.

Zostaw odpowiedź