Dyskusja nie zawsze znaczy to samo…

Szanuję ludzi, którzy mają swoje zdanie i potrafią, go bronić.
Dyskusje mogą się odbywać na kilka sposobów.
Ludzie dyskutują chętnie, różni ich jednak właśnie sposób podejścia do przeciwnika.
Z szacunkiem,  czy bez –  to świadczy o tym, czy na pewno dyskutować potrafimy, oraz
czy posiadany zasób kultury sprawi, że będzie to dyskusja, a nie zwykła pyskówka.
Chyba każdy kiedyś miał okazję zetknąć się z osobą, u której inne niż jej własne zdanie,
wywołuje słowną agresję i przeradza dyskusje w pyskówkę, po której obie strony właściwie
nie mają szans na porozumienie.

Są tacy, co  z zasady negują wszystko co powiedzą inni, bo przecież oni wiedzą najlepiej.
Każdy  zna co najmniej jedną  osobę, która każdą  wypowiedzianą głośno opinię musi zanegować,
nawet gdyby jeszcze wczoraj myślała podobnie.
- Nieprawda bo…  Tu następuje długi wywód, na poruszony temat,
pełen argumentów przeciw, argumentów niekoniecznie logicznych  ale ważne,
żeby się różniły od Twojego zdania,  nawet jeśli tematem rozmowy  jest to,
co od lat jest Twoim źródłem utrzymania, jak dotąd   z głodu nie umarłaś – znaczy,
że wiesz co robisz, a jeśli tak to i wiesz co mówisz, a Osoba nie zrobiła w  życiu ani razu
tego, o czym z taką znajomością rzeczy się wypowiada.

Zdarzają się tacy, z którymi dyskusji nie ma, bowiem każdy temat skwitują w kilku
ironicznych słowach, a całą dyskusję można sprowadzić do jednego zdania – Co ty
tam wiesz….
Do kolejnej kategorii uczestników dyskusji należą ci, co przyklasną każdemu zdaniu,
z dwóch zasadniczych powodów , albo nie mają  swojego zdania i za takie przyjmują
Twój punkt widzenia,  nie zastanawiając się nawet,  czy istotnie masz rację,
czy po prostu pleciesz dyrdymały oderwane od rzeczywistości –  czyniąc tak  dla świętego spokoju.
Drugi powód –  żeby nie daj Boże nie nie stracić Twojej sympatii – choćby myślał inaczej,
nie przyzna się do tego, za żadne skarby!
- Sympatii może nie straci, ale – u szanującego dyskusje na poziomie – straci na pewno szacunek.
Bo czy zależy Ci na ludziach, którzy do twojego światopoglądu nic nie wnoszą?

Wraz z rosnącym dostępem do internetu, rośnie dostęp do różnego rodzaju dyskusji na
forach internetowych.
To stworzyło nowy gatunek dyskutujących – osobników, którzy za wiele nie mają do powiedzenia,
ale maja odwagę, na to, na co strach nigdy by im nie pozwolił w bezpośrednich  kontaktach.
Chowając się za nickiem,  obrzucają stekiem epitetów rozmówcę –  sprowadzając dialog  do
poziomu rynsztoka. Rozumiem, chęć zachowania anonimowości w sieci.
Nie każdy ma ochotę za wszelka cenę być rozpoznawalnym.
Nie po to jednak, aby obrażać innych. Jedynym sposobem aby  nie zostać oplutym,
jest unikanie takich publicznych debat.

Ilość chamstwa w internecie jest  zatrważająca,
za co winę niestety ponoszą w równym stopniu interaktywne chamy,
co  moderatorzy i administratorzy, społecznościowych portali i forów.
Pozwalają, bowiem nie tylko na umieszczanie obelżywych tekstów,
ale również zamieszczanie ośmieszających zdjęć.

Wreszcie temat dosyć mi bliski, czyli blogi.
Wśród osób blogujących większość  zaznacza, że komentarze zawierające wulgarne treści, będą usuwane.
Popieram, bo nie sposób inaczej zwalczać chamów chcących zaistnieć w sieci.
Wielu z blogujących – zwłaszcza osoby, które  zdobyły sporą popularność, wśród odbiorców,
jest szczególnie narażonych na ataki, bo spora grupa odwiedzających, to również duża szansa
dla  żądnego choć chwilowej popularności  chama.
Nie będę ich nazywać  trollami  czy hejterami,  bo to  po prostu chamy, a nazywanie ich w
jakikolwiek inny sposób, tylko ich nobilituje i podnosi rangę tego co czynią.

Osobiście moderuję wszystkie komentarze, nawet te dziwne, nawet głupie, ośmieszające i
pouczające z piedestału osoby wszystkowiedzącej.
W końcu to  ja wystawiam sobie świadectwo, tym co napiszę, komentujący również…
Znam jednak tak dbających o swój wizerunek blogerów, że usuwają wszelkie komentarze
mogące im ten wizerunek zepsuć.  Nieważne, że utrzymane w dobrym tonie – ważne,
że kłócą się z przyjętą przez autorkę formą blogu, która ma  za  zadanie, pokazać
światu JAKA JESTEM WSPANIAŁA i żadnych treści do przekazania, oprócz intymnego,
surrealistycznego  świata autorki.
Takie podejście do blogowania, jak i nieliczenie się ze zdaniem innych,
jest dla mnie śmieszne, ale poniekąd zrozumiałe, u ludzi budujących swój wizerunek,
dość mocno odbiegający od prawdziwego. Można i tak. Należy pamiętać jednak, że
jeśli coś jest poza wszelką krytyką – jest po prostu  nic nie warte.

Reasumując – dyskusja jest wskazana i pożądana tam, gdzie zostaje zachowana
kulturalna forma dyskusji,  a dyskutujący mają do siebie szacunek, nieważne jak bardzo różnią się poglądami.

6 komentarzy do “Dyskusja nie zawsze znaczy to samo…

  1. Masz rację;)

    No ok – myślałem, czy aby nie skończyć na tym swojej wypowiedzi, ale wtedy wpadłbym w jakąś szufladkę;)

    W necie jest jeszcze jedna grupa – chcąca się dowartościować poprzez obrażanie innych. Jesteś „prawdziwym kibicem Legii”?? W twoim (z małej – bez szacunku dla takich osób) obowiązku jest ośmieszenie wyników innego klubu. Mieszkasz poza Warszawą?? MUSISZ skomentować każdy artykuł o tym mieście obrażając je solidnym stekiem wyzwisk – nawet (a czasem – zwłaszcza) gdy tutaj pracujesz. Słoiki kontra rodowici, POmyleni kontra PiSuary (sorki za słownictwo – to cytaty), pancerna brzoza kontra rakieta wystrzelona przez Putina, obecnie zwolennicy Chazana kontra zwolennicy aborcji jako antykoncepcji (przy okazji – może Ty coś będziesz wiedziała… gdzieniegdzie pojawiają się ploty, że to dziecko było in vitro, zaś klinika jak zobaczyła jak to schrzaniła to umyła ręce… Masz może jakieś źródło potwierdzające lub zaprzeczające tej rewelacji??)

    • Ryba psuje się od głowy. Chyba nasi rodzimi politycy tworzą tę nową „kulturę dyskusji”, polegającą na obrażaniu siebie nawzajem.
      Jednak jeśli każdy z nas ma swój rozum, to nie znaczy, chyba, że ktoś kro myśli inaczej jest głupszy. Ma inny punkt widzenia i swoje racje.
      Ja już tych rewelacji nie czytam, komentować też nie będę, żeby się nie narażać, na wciąganie do rynsztoka. To nie są sprawy proste i każdy ma tu swoje argumenty, nie mnie je oceniać, każdy indywidualnie musi rozstrzygnąć w zgodzie ze swoim sumieniem. Tylko czy koniecznie trzeba zaraz sięgać po epitety? Odnoszę wrażenie, że ten naród został już tak podzielony, że nie znajdzie tak łatwo wspólnej płaszczyzny porozumienia. Nawet, to co pozornie nas połączy – za chwilę definitywnie podzieli. Pół biedy, jeśli zachowamy w tym podziale kulturę i zdrowy rozsądek.

    • Dziękuję, za poświęcony czas. Tym bardziej, że zdaję sobie sprawę iż blog mój nie należy do literackich perełek tego gatunku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>