Kobiety się nie przyjaźnią, ale potrafią …

Kilka kobiet pracujących razem, na małej powierzchni – mogło być tragicznie.
Wiadomo… kobiety.
Nie było tragicznie, o dziwo było całkiem dobrze, a nawet lepiej.
Jakim cudem?
Powód jest prosty. Wszystkie były nieźle porąbane.
Jak się udało – całkiem przypadkowo, bez żadnej selekcji – zgromadzić tyle wariatek
w jednym miejscu?
Najzwyczajniej w świecie zawinił przypadek.
Człowiek o zdrowych zmysłach nie wytrzymał by tam dłużej niż dwadzieścia minut.
One wytrzymywały – mało – spędzały z sobą często popołudnia i prawie wszystkie
sobotnie wieczory.
Choinka ubrana od Bożego Narodzenia do maja? Absurd? Skądże!
Dla nich to było zupełnie normalne.
Dorosłe kobiety zaśmiewające się do łez z przygód Kaczora Donalda?
Głupota. Nie dla nich.
Z każdej sytuacji, z każdego wypowiedzianego zdania potrafiły wydobyć komizm.
Bo taki miały sposób na życie.
Dla kogoś kto nie lubi kawy fabrycznie mielonej, awaria młynka ręcznego – to jest  problem.
Zwłaszcza gdy dysponuje tylko kawą w ziarnistą, a elektryczny młynek jest nieosiągalny.
W domu biegniemy po pomoc do sąsiada –  w pracy pozostaje zrezygnować z kawy.
No chyba że…. utłucze się tą kawę młotkiem.
Pewna znajoma w trakcie rozmowy telefonicznej – słysząc przez dłuższy czas rytmiczne
uderzenia młotka-  zapytała kto tak tłucze? Macie remont?
- Ach nie! Mielimy kawę, bo właśnie młynek się zepsuł – usłyszała w odpowiedzi.
Na kolejne pytanie -czym ? usłyszała odpowiedź – Młotkiem.
W tym momencie się rozłączyła, będąc świecie przekonana że pomyliła numery – choć
w tym rejonie żaden szpital psychiatryczny nie istniał.
Może zresztą kierowała się troską o własne zdrowie psychiczne?

Przykład drugi.
Kobiety dojrzałe, koleżanki z lat szkolnych.
Spotykają się regularnie, opowiadają sobie swoje zwariowane przygody, nie nudzą się ze sobą,
czerpią przyjemność z bycia razem, te mocno zwariowane i te spokojniejsze które potrafią je
akceptować, nie oceniają, maja na tyle poczucia humoru aby je znosić.
Wszystkie rozumieją się doskonale, wszystkie po prostu się lubią  i nie wyobrażają sobie
aby z tych spotkań się wyłamać – traktują je bowiem jak akumulator dający energię potrzebną
do przetrwania najtrudniejszych dni.
Nie, nie są przyjaciółkami w potocznym tego słowa znaczeniu, nie dzwonią do siebie co dnia,
ani nawet raz w miesiącu – jednak wiedzą, że na siebie mogą liczyć. Ta wiedza wystarczy.
Łatwiej wtedy radzić sobie z problemami, jeśli jest świadomość, że są ludzie w których masz
oparcie, gdy go potrzebujesz.

To dla tych, którzy twierdzą, że w większym gronie kobiet niemożliwa jest egzystencja, bez zgrzytów,
plotek, zazdrości.
Wiele zależy od nas samych i naszego podejścia do ludzi, oraz tego czy potrafimy się śmiać z
samych siebie, czy tylko z innych.

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

4 komentarzy

  1. ~bursztyn10 · 29 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Pierwszą sytuację przeżyłam osobiście, Wspaniałe kilka lat, dobrej przyjaźni. Ale się usrało. Może to jednak nie była przyjaźń? Moja mama powtarzała, ze jak dwie kobiety się przyjaźnią a dołączy trzecia to zawsze jest o jedną za dużo. Nam długo udawało się we cztery aż dołączyła piąta. Zgliszcza zostały, po prostu zgliszcza. Ubolewam ale nie mam złudzeń.

    Drugi układ natomiast się sprawdził lepiej ale już w innej konfiguracji, cenię sobie to bardzo.

    • kobieta-nie-typowa · 30 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Jedna osoba z destruktywnym charakterkiem może zniszczyć każdą przyjaźń. W przypadku opisanym prze ze mnie, tego nawet nie można nazwać przyjaźnią, one się po prostu świetnie zakumplowały. W pierwszym przypadku życie każdej poszło swoim torem i rzadko, właściwie tylko przypadkowo się spotkają. Mają jednak świetne wspomnienia i dowód na to, że kobiety mogą razem pracować i się nie zagryźć.

  2. ~pomaranczka64 · 6 maja 2014 Odpowiedz

    Witaj,choć sama nie mam bloga czytam je .Przyznam że Twoje wpisy są ciekawe.Ten o kobietach wywolam u Mnie wspomnienia..W latach młodości mieszkalam na stancji z grupą koleżanek.Nie było mowy o zawiści,za to szalonych pomyslow jak ten z młynkiem,….oj nie brakowalo.Można by książkę napisać.Choć minęło 30 lat i życie rozsypalo nas po świecie wciąż mamy ze sobą kontakt.Natomiast w pracy bylo nas do12.Nie wspominam tego dobrze: wszechobecna zawiść,fałsz,ploty,rywalizacja.Odeszłam-to nie dla mnie. Mnie wciąż bliżej do szlonych,choć w tym roku kończe 50.Pozdrawiam.

    • kobieta-nie-typowa · 6 maja 2014 Odpowiedz

      Czasem wystarczy jedna osoba która nadaje ton całemu towarzystwu i wszystko trzyma się jak najlepiej, a czasem jedna osoba potrafi zasiać niezły ferment i wszystko się wali… Komfort psychiczny jest ważniejszy od najlepszej pracy. Być szalonym, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to nie jest kwestia wieku, wiec tak trzymaj! Pozdrawiam.

Zostaw odpowiedź