Nie masz czasu dla rodziny? Kiedyś może go nie mieć dla ciebie…

Dwaj bracia mający jednego ojca, ale każdy inną matkę –  do tego dzieli  ich
spora różnica wieku –  siłą rzeczy kontaktów bliskich nie utrzymują.  
Zwłaszcza, że matki za sobą nie przepadały, a wiekowo do drugiego z braci bardziej
zbliżony był syn starszego, niż on sam.
Tak więc żyli sobie ci bracia  z dala od siebie, nie pałając chęcią zacieśnienia więzi
- czasem tylko –  podczas przypadkowych spotkań wymieniając uprzejmości.

Młodszy z braci założył rodzinę, żył sobie szczęśliwie lecz skromnie  bez wielkiego szpanu,
ale nie jak ostatni biedak.
Tak się szczęśliwie złożyło, że z żoną się dobrali znakomicie –  wspólne zainteresowania
znaleźli, a właściwie pasję. Każdą wolna chwilę jej poświęcali, spędzając weekendy nad wodą  
z  wędką – we dwoje, lub uczestnicząc w zawodach.

Z synem starszego brata nie znał się prawie wcale – słyszał tylko że bardzo dobrze mu się
powodzi – założył rodzinę, rozkręcił dobrze prosperujący biznes.
Nic bliższego na ten temat nie wiedział, bo miał swoje życie  wypełnione co do minuty,
a - jak wspomniałam – więzi rodzinnej  nie było miedzy nimi.

Spotkali się na pogrzebie starszego z braci.
W życiu często tak bywa, że dopiero odejście kogoś z rodziny pozwala zobaczyć ją razem.
Po pogrzebie porozmawiali, wymienili numery komórek i obiecali sobie, że skoro są rodziną,
a wielu krewnych nie mają – będą utrzymywać kontakty.
Jakoś im się  chyba do tych kontaktów nie spieszyło, skoro telefony milczały przez trzy lata.

Po trzech latach córkę za mąż wydawali, rodzinę zaprosić trzeba, a tu jak się dowiadują
adres nieaktualny – bratanek się przeprowadził –  podobno jakiś majątek kupił –  pałacyk
czy  dworek, a wokół park i staw olbrzymi, ale nikt z rodziny nie potrafił im powiedzieć gdzie.
Zadzwonił więc do bratanka, o adres pyta, gdzie zaproszenie wysłać.
Ten za zaproszenie dziękuje,  bardzo wdzięczny że o nim pamiętali, ale na wesele nie przyjdzie,
bo założył niedawno nową spółkę i taki zajęty jest, że prawie nie sypia.

Komórka milczała przez następne trzy lata.
Dzwoni bratanek do stryja i o spotkanie prosi, czy może odwiedzić pyta.
Zaprosili go więc na sobotę, z planów wędkarskich zrezygnowali, bo jak tu rodzinie odmówić.
Przyjechał. Przywiózł kwiaty i koniak, a jakże. Poczęstunek na stół postawili, nie jakieś
ciasto z cukierni, ale jak na okazję przystało, po tak długim czasie od ostatniego spotkania.
Pogadali o dzieciach, o pracy, takie tam grzecznościowe dyrdymały i bratanek do sedna przeszedł.

Jak to mu się dobrze powodziło, ile dziennie potrafił zarobić, jak to spółka w którą zainwestował
okazała się kurą znoszącą złote jajka, jak to jego młodemu wspólnikowi woda sodowa do głowy uderzyła  
i jak dzięki jego nieprzemyślanym, ryzykownym decyzjom wszystko stracili i z długami zostali.
Wuj pomyślał chwilkę i pyta – jakiej pomocy od nich oczekuje bratanek, bo wielkich pieniędzy to oni
nie maja – kilka tysięcy zaledwie odłożone – tyle może pożyczyć.
Roześmiał się  tylko bratanek i wyjaśniać zaczął, że nie po pieniądze przyjechał, ale po wsparcie,
bo żona go zostawiła, córka dzwoni tylko po pieniądze, nikt ze znajomych nie odbiera, nie dzwoni,
a on sam został i nawet się nie ma komu wyżalić.
-”Mam ponad trzysta kontaktów w komórce, z nich wszystkich odebrałeś tylko Ty”.
Po tych słowach pomilczeli chwilę, a bratanek wyjaśnił, że chciałby czasem wpaść do nich tak jak dziś,
chciałby czasem z nimi na ryby pojechać. Tylko tyle. Nic więcej.

Podczas planowania następnej wyprawy z wędkami żona mówi do męża, aby do bratanka zadzwonił.
Może pojedzie z nimi. Tak mu ostatnio zależało.
Tu się mąż okoniem postawił, że do nikogo dzwonić nie zamierza!
- Dlaczego? Przecież to rodzina i człowiek samotny, nieszczęśliwy?
- Kiedy miał w  komórce ponad trzystu przyjaciół, którzy odbierali, nigdy nie dzwonił do mnie.
Teraz będzie ostatnim z moich trzydziestu, do którego zadzwonię.

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

28 komentarzy

  1. ~Czytelniczka · 10 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Odwiedzam twój blog od jakiegoś czasu, czytam wpisy, ale rzadko komentuje.
    A dziś jednak, zdołałam wydusić kilka słów: „SAMO ŻYCIE”:)

    • kobieta-nie-typowa · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Witaj. To miłe, że odwiedzasz mój blog. Masz rację. To samo życie. Lepiej się tego określić nie da.

  2. ~rem · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    bardzo podobał mi sie ten wpis

  3. Mucha42 · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Witam. Spodobało mi w twoim wpisie pokazanie że są ludzie którym nie zależy tylko na pieniądzach, ja z moim partnerem mamy wręcz odwrotny problem. Jego córka odzywa się tylko kiedy dowiaduje się że tata ma większy przypływ gotówki. Zazdroszczę Ci że u ciebie odwrotnie. Masz okazję zwiększyć więzi rodzinne, postępujesz bardzo mądrze. Powodzenia.

    • kobieta-nie-typowa · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Znam sporo takich rodzin, mających podobny do Twojego problem. Znam matkę, którą synowa odwiedza tylko raz w miesiącu, w dniu otrzymywania emerytury. Do niedawna, kiedy jeszcze żył teść, odwiedzała ich dwa razy.Oboje otrzymywali emerytury w innym terminie:)

  4. ~Joasia · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Czasem przypominamy sobie o kimś dopiero kiedy zostajemy tak naprawdę sami. Przykre to….

    • kobieta-nie-typowa · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

      I zazwyczaj zostajemy naprawdę sami. Na interesach więzi rodzinnych nie zbudujesz, trwałej przyjaźni również. Warto mieć kogoś, kto jest bezinteresownym przyjacielem.

  5. ~Internautka · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Może to wyssane historyjka z palca ale tak naprawdę samo życie. Wuj postąpił słusznie

    • kobieta-nie-typowa · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Zawsze trzymam się faktów:) nie jestem pisarzem, nie mam takich zdolności, więc opisuję zdarzenia autentyczne.

  6. ~ala · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    A ja sobie świetnie radzę! Polecam wszystkim, którzy nie chcą być pracoholikami. Pracuję w domu 4-5 godz dziennie, mam czas dla rodziny i swoje zainteresowania. Zarabiam świetne pieniążki a nie przepracowuję się. I o to chodzi prawda?
    Polecam
    pracazdomu.com/gberes

  7. ~ally · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Wój postąpił słusznie ? Chyba według Kalego. Niby się tak powinno robić oko za oko ale wiecie co ja jestem taka głupia że z reguły pomagam jak ktoś o to poprosi nawet jak ten ktoś nie jest fer w stosunku do mnie. Miękkie serce … Jak na tym wychodzę ? Z reguły nie za dobrze. Jedynie w stosunku do morderców, a szczególnie morderców dzieci zasądzałaby wyłącznie kary śmierci.
    Zresztą nie ma nic gorszego (no prawie) niż bycie samym. Także ja bym mu pomogła.

    • kobieta-nie-typowa · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Każdy ma swoje zdanie. Jedni by pomogli, inni nie. Każdy ma swoje racje. Ja bym pomogła, ale uważam, że takie pojawianie się w czyimś życiu- zwłaszcza jeśli do tej pory nie mieliśmy dla niego czasu – tylko dlatego, że już nie mamy nikogo, nie jest w porządku. Skad pewność, że gdy mu sie powiedzie i odbije się od dna nie zapomni znowu? W tym wypadku na wiele bym nie liczyła pomagając.

      • ~dotka · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

        ale czy pomagając należy na coś liczyć?

        • kobieta-nie-typowa · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

          Owszem. Na to że nie zapomni o mnie zaraz jak tylko poczuje znowu wiatr w żaglach. Nie sadzisz, że człowiek w takiej sytuacji ma prawo poczuć się jak pogotowie ratunkowe?

      • ~edi1147 · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

        …”Na wiele bym nie liczyla pomagajac”…, ale tez nic nie kosztuje odezwac sie do bratanka od czasu do czasu. No chyba, ze ten mlodszy brat postrzega swiat w kategoriach „ja ci pomoge, ale nie za darmo” i to juz inna sprawa.

        • kobieta-nie-typowa · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

          Nie liczyłabym na wiele w kwestii tego, czy jeśli koło fortuny znów się obróci na jego korzyść i powrócą dawne kontakty- będzie nadal miał czas dla wuja. Kwestia pieniędzy jest tu sprawą drugorzędną. Wuj zaoferował pomoc, na jaką go było stać. Poczuł się urażony, gdy usłyszał, dlaczego bratanek zadzwonił do niego. Ponieważ był ostatni w kontaktach i jako jedyny odebrał telefon.

  8. ~hegemon · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Masz rację, każdy by inaczej postąpił. I nikt tak naprawdę nie wie, jak by zareagował w takiej sytuacji. Opowieść przecież zawiera tylko nieliczne fakty z długiego życia. Moim zdaniem, bym człowieka zaprosił, jeżeli bym go lubił. Ludzie się zmieniają, dojrzewają, warto dać im szansę. Już samo to, że nie prosił o pieniądze, tylko o towarzystwo, dobrze o nim świadczy. Natomiast nie chciałbym nikogo oceniać, bo zawsze to krzywdzące…

    • kobieta-nie-typowa · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Z tym ocenianiem masz rację, nie należy nikogo oceniać bo nie wiemy sami co nas czeka, ani jak sami się zachowamy w podobnej sytuacji.

  9. ~pawel · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Ja nie muszę pracować tak długo, świetnie sobie radzę, spełniam swoje marzenia i innym też w tym pomagam. A jak? Pracuję sobie w domu 3-4 godz dziennie czyli max 20godz tygodniowo, mam czas dla rodziny i swoje hobby, przy tym zarabiam świetne pieniążki – duzo więcej niż średnia krajowa. Więc zmień coś i zacznij pracować na własny rachunek! Bądź sam sobie szefem! Polecam (pracazdomu.com/gberes)

  10. ~jadzka · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Ja sama się przekonałam, ze pieniądze to nie wszystko – może trzeba mu dać szanse . W końcu każde dobro ofiarowane drugiemu człowiekowi wraca podwójnie

  11. ~Lena · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Nie wiem jak bym postapila, lecz wiem na pewno ze ludzie ktorzy dostaja nauczke od zycia, potrafia zmienic swoje priorytety, przypuszczam, ze bym dala szanse bratankowi i zabrala go na te ryby bo w koncu nic to nie kosztuje i zrobila od czasu do czasu ta „kanapke” gdyby bylo trzeba.

    • kobieta-nie-typowa · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Przypuszczam, że i wuj przemyślawszy sprawę i da szansę. Zastanawia mnie jednak, gdzie się podziało te ponad trzysta osób.

  12. ~annna · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

    ja bym zadzwoniła ;) ale to ja i w mojej głowie słowa mojego brata, że łączą nas już tylko pieniądze, więc jak nie chcę mu nic pożyczyć to nie ma sensu rozmawiać, ach jak ja bym chciała, żeby on czasem zadzwonił i zapytał zwyczajnie co słychać i czy może wpaść, nie można mieć wszystkiego, niestety

    • kobieta-nie-typowa · 11 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Inaczej wygląda sprawa rodzeństwa. Jednak oni się praktycznie nawet dobrze nie znali. gdy wuj chciał to zmienić, bratanek zasłaniał się pracą. W tym czasie miał jednak czas dla licznych znajomych, podobnie jak on sytuowanych. Zadzwonił dopiero jak został sam. Sądzę, że wuj poczuł się dotknięty tym, że dopiero wtedy bratanek uznał go za godne towarzystwo.Mimo wszystko, szansę należy dać.

  13. ~Parafka. · 12 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Gdyby w takiej sytuacji zadzwonił starszy brat, być może słuszna by była reakcja tego pana. W sytuacji bratanka wydaje mi się, że wcześniejszy brak kontaktu z jego strony to kwestia przejętych postaw po rodzicach, czyli „ojciec się nie kontaktował, więc ja też nie”. Jako dorosły i niezależny człowiek bratanek spróbował nawiązać kontakt. Ja bym go zaprosiła na te ryby, przecież to żadna strata. A jakby później się znajomość rozwinęła – to wszystko zależałoby od oby stron.

    • kobieta-nie-typowa · 13 kwietnia 2014 Odpowiedz

      Zgadzam się, mogli by się nawet zaprzyjaźnić z uwagi na to, że byli niemal w jednym wieku. Jednak rozumiem też rozgoryczenie wuja. Trochę to przykre jak ktoś potrzebuje Cię tylko dlatego, że inni już go potrzebują.

Zostaw odpowiedź